16 września 2016

Wakacje w Portugalii – gdzie zjeść w Lizbonie?


Sporo czasu minęło od mojego ostatniego pobytu w stolicy Portugalii, mimo to często pytacie mnie, które restauracje warto tam odwiedzić. Jest to jedno z moich absolutnie ulubionych miast na świecie, aż dziwne, że jeszcze nie opublikowałam o nim żadnego wpisu na tym blogu. Czas to zmienić! 

Chcę  podzielić się z Wami moimi pewniakami; adresami, do których staram się wracać za każdym razem, gdy odwiedzam przepiękną Lizbonę i na których nigdy się nie zawiodłam. Każdy znajdzie tu coś dla siebie – będzie tani domowy obiad za kilka euro, jak i gwiazdkowa kolacja za sto. Oczywiście polecam zajrzeć do wszystkich, by poznać Lizbonę od wielu kulinarnych stron. Kolejność przypadkowa:

Cervejaria Ramiro (Av. Almirante Reis, nº1–H)


Nie ma w Lizbonie lepszego miejsca na prawdziwą ucztę z owoców morza. To najlepszy adres pod względem stosunku cen do jakości, a wizyta tam to nie tylko szalenie dobre kulinarne doświadczenie, ale wręcz ekscytująca restauracyjna przygoda. Nie ma w Polsce takich restauracji, klimatu i kelnerów. W weekend najlepiej pojawić się tam jeszcze przed otwarciem, w przeciwnym razie ryzykujecie stanie w długiej kolejce. Jeśli się zastanawiacie, czy warto, zachęcam do przeczytania moich wrażeń z pierwszej wizyty u Ramiro w obszerniejszym wpisie tutaj.







Taberna Portuguesa (Calçada do Combro, 115)


To jedna z tych niesamowitych perełek, miejsce, którego nie można pominąć będąc w Lizbonie i cudowny synonim portugalskiej gościnności. To tradycyjna kuchnia Portugalii z nowoczesnym akcentem przygotowana przez młodych ludzi z prawdziwą, zaraźliwą pasją, w maleńkim lokalu w Bairro Alto. Poleciłam to miejsce znajomemu wybierającemu się na wycieczkę do Lizbony, a gdy wrócił, przez dwa tygodnie dziękował mi za jedno z najlepszych restauracyjnych doświadczeń w życiu.

Ostatnim razem spotkaliśmy tam grupę Polaków po czterdziestce, którzy chyba nieco zabłądzili, bo w menu Taberny usiłowali znaleźć zwykłą rybę z ziemniakami i surówką. Chcieli uciekać, ale zaufali mi – wybrałam im dania, a wychodząc, każdy z osobna osobiście dziękował mi za namówienie ich do pozostania, bo przeżyli coś, czego na pewno nie doświadczyliby w pierwszej lepszej knajpie dla turystów na Rua Augusta.







W Taberna Portuguesa działa to tak: z niedługiego, składającego się tylko z kilku pozycji menu wybieracie po dwa-trzy dania na stolik, po czym się nimi dzielicie. Zanim to jednak nastąpi, na stoliku czeka na was tradycyjny chleb z Mafry, oliwki i portugalski ser z konfiturą z dyni przygotowywaną przez babcię jednego z właścicieli. Jadłam tam wiele pyszności, jeśli na nie traficie, to możecie brać w ciemno tiborna de tomate (4,75 €), migas de bacalhau (7,50 €) i vaca do monte (8 €). Ja zawsze przychodzę tam tuż po otwarciu, czyli około godziny 19:00, oprócz pierwszego razu, gdy się nieco spóźniłam i ponad godzinę czekałam na wolny stolik na ulicy. Za to czas umilała serwowana przez właścicieli sangria z czerwonego wina.
















A Cevicheria


Będąc w Lizbonie w drodze do Brazylii odwołano nasz lot i zostaliśmy zmuszeni spędzić noc w mieście. Z jednej strony byliśmy mocno wkurzeni, że straciliśmy jeden dzień w raju, z drugiej – ucieszyliśmy się, że znowu będzie okazja pójść do Cevicherii! To dziecko jednego z najlepszych szefów Portugalii, urodzonego w Rio de Janeiro Kiko Martins, który, jak mówi, chce nim pokazać “nowe sposoby jedzenia ryb”. Peruwiańskie ceviche z najlepszych skarbów portugalskiego oceanu to po prostu kulinarne arcydzieło, którego absolutnie nie można przeoczyć będąc w Lizbonie.





Menu degustacyjne kosztuje tam tylko 35 € i warto się na nie skusić. Trudno na przykład zapomnieć pomidorowego gaspacho (6,90 €) podawanego w porcelanowej miseczce o kształcie falowanej muszli, z tapioką skropioną limonką, ikrą łososia oraz krewetką z Algarve w swej najczystszej, najprostszej i najlepszej postaci. Cudowne jest też Ceviche Puro (11,90 €) w towarzystwie puree z batata, czerwonej cebuli, alg i “tygrysiego mleka” na bazie soku z limonki. Albo Qunioto do Mar (14,70 €), czyli quinoa z pianą ostrygową, wodorostami kombu, rybą (inna w zależności od dnia) i owocami morza. Mogłabym tak w nieskończoność. Lokal nie przyjmuje rezerwacji, ale nie szkodzi – oczekiwanie na zewnątrz na wolny stolik w ciepły letni wieczór, wraz z innymi gośćmi z całego świata, przy kieliszku pisco sour, też jest przyjemne. 











Cantinho do Avillez (Rua dos Duques de Bragança, 7)


“Kącik Avilleza” pierwszy raz odwiedziłam w drodze powrotnej z Natal, gdy mieliśmy kilka godzin na przesiadkę na lot do Polski. Pamiętam, że była pora lunchowa i że dorwaliśmy ostatni wolny stolik. To bardzo oblegany adres, bo to jedna z restauracji najsławniejszego portugalskiego szefa kuchni José Avilleza, na dodatek z wprost świetnym, na długo zapadającym w pamięć menu, w którym Avillez mocno inspiruje się zarówno swoimi podróżami, jak i tradycyjną kuchnią portugalską. Atmosfera jest luźna i sympatyczna, ceny nieco wysokie, ale jedzenie jest doskonałe i na pewno nie pożałujecie. Hazelnut do potęgi trzeciej, czyli deser z orzechem laskowym w trzech formach (5,50 €), do dziś śni mi się po nocach. Pamiętam też świetnego bacalhau na kapuście, z jajkiem, bułką tartą i eksplodującymi oliwkami (18,25 €). Oj, chętnie bym tam wróciła.



Belcanto** (Largo São Carlos 10)


Belcanto to pierwsza restauracja Avilleza, którą odwiedziłam – było to kilka tygodni przed tym, jak otrzymała drugą gwiazdkę Michelin. Zdecydowałam się tam na 4-daniowe menu degustacyjne Menu dos Clássicos (90 €) i było to dla mnie jedno z najbardziej ekscytujących doświadczeń kulinarnych w życiu. Okonia morskiego, którego tam jadłam, pamiętam doskonale do dziś, ze wszystkimi szczegółami, i jest on dla mnie wyznacznikiem doskonałości jeśli chodzi o obróbkę ryby. Nigdzie na świecie później nie jadłam lepszej. W Belcanto kusi także dwudziestodaniowe menu opowiadające historię portugalskiej haute cuisine – może następnym razem? Tymczasem moją recenzję z pierwszej wizyty w Belcanto podsumowałam tak: “José Avillez pokazał mi ponownie to, co ja wiem od wielu lat: kuchnia portugalska to przede wszystkim produkt, który sam w sobie jest genialny. Stąd ryba życia, doskonałe owoce morza smakujące oceanem, wiejske pieczywo, najlepsze oliwki, wysokiej jakości mięso, słodkość i intensywność deserów”, a całość przeczytacie tutaj (zdjęcia z Belcanto niestety tylko z telefonu).



Jeśli jesteście zainteresowani lizbońskimi gwiazdkami, dodam, że odwiedziłam także restaurację Eleven*, w której szefuje Niemiec Joachim Keorper, gdzie za menu degustacyjne zapłaciłam podobną kwotę (96 €) i kolacja nie była warta tej ceny. Choć jedno trzeba przyznać: widok na zachód słońca nad Lizboną był cudowny. Jestem jednak pewna, że o wiele ciekawszych wrażeń kulinarnych doznacie w Belcanto (obowiązkowo zarezerwujcie stolik).


Taverna Imperial (Praça dos Restauradores, 16)


Coś z zupełnie innego bieguna – restauracja na domowy obiad w bardzo niskiej cenie to właśnie na przykład Taverna Imperial, choć w Lizbonie wiele jest miejsc, gdzie można tanio zjeść – wystarczy dobrze się rozglądać. Często najbardziej niepozorne lokale, z wypisanym ręcznie menu na wywieszonej na zewnątrz kartce, to najciekawsze i najtańsze miejsca, gdzie również jadają miejscowi. Taverna Imperial jest akurat dobrze znana, dobrze widoczna i zawsze pełna ludzi. Zjecie tam na przykład grillowane kalmary – lulas grelhadas (7,90 €), ośmiornicę – polvo à lagareiro (9,90 €), portuglaską tradycyjną zupę caldo verde (1,30 €) czy krem z owoców morza (1,60 €). 






Time Out Mercado da Ribeira (Avenida 24 de Julho 50)


To akurat nie jest restauracja – to ogromna hala gastronomiczna i istny raj dla foodies! Mieści się w pobliżu Cais do Sodré, w hali targowej z kilkusetletnią tradycją. Naokoło znajduje się kilkadziesiąt restauracyjnych “okienek” z malutkimi kuchniami, w których na miejscu przygotowywane są potrawy, a pośrodku są bary z napojami, piwem i portugalskim winem oraz dosłownie setki stolików, które w weekendy wydają się niewystarczające, bo trudno znaleźć przy nich wtedy choć jeden wolny skrawek przestrzeni. Skusiliśmy się tam m.in. na świetnego burgera z sardynek (7,50 €) z lokalu O Prego da Peixaria oraz wspaniałe dania u szefa Henrique Sá Pessoa: tatar z okonia morskiego z awokado, mango i kawiorem z łososia (8 €), policzki z czarnej świni iberyjskiej z Alentejo z kremowym purée ziemniaczanym i kapustą (9,95 €) i konfitowane prosię z pak choi i purée z batatów (9,95 €). Godziny otwarcia: niedziela – środa 10:00-24:00, czwartek – sobota 10:00-02:00.






Coś na deser:

Ochota na deser czy “coś słodkiego” w Portugalii może być zaspokojona niemal na każdym kroku – szczególnie w Lizbonie pastelarię, czyli cukiernio-kawiarnię, znajdziecie średnio co kilkandziesiąt metrów. Na ogół portugalskie słodycze, oprócz tego, że są bardzo słodkie i mają fenomenalne nazwy (brzuch zakonnicy – barriga de freira czy ślina wielbłąda – baba de camelo to tylko przykłady) – są niebiańsko pyszne. A jeśli chodzi o najsławniejsze ciastka Portugalii – pastéis de nata – moim skromnym zdaniem powinny znajdować sie w każdym mieście na świecie, bo to po prostu majstersztyk, na dodatek niezwykle uzależniający!

Pastéis de Belém (Rua de Belém, 84-92)


Pastéis de nata można zjeść dosłownie wszędzie i niemal wszędzie są tak samo dobre, ale jeśli jesteście zainteresowani, zawsze możecie sprawdzić aktualny ranking najlepszych lizbońskich pastéis. Dla mnie ważne jest to, by były świeże, tak, aby delikatne warstwy ciasta francuskiego najpierw cudownie chrupnęły, a potem rozpłynęły się w ustach wraz z aksamitnym słodziutkim jajecznym kremem. Ja lubię, gdy są jeszcze ciepłe i koniecznie oprószone cynamonem. Te w Belém właśnie takie są. To bardzo popularne miejsce, gdzie ciacha wypiekane są według tradycyjnej i sekretnej receptury Klasztoru Hieronimitów od 1837 roku. Czasem trzeba się tam wystać w tłumie turystów w oczekiwaniu na wolny stolik, ale warto zrobić to chociaż raz. Jedno ciastko kosztuje 1,05 €. 








Paletaria (Rua Luz Soriano, 25)


Spacerując po wąskich uliczkach Bairro Alto, warto wstąpić do tej niewielkiej lodziarni z lodami rzemieślniczymi, gdzie znajdziecie przepyszne owocowe cuda na patyku. Są one dziełem Sérgio Garcêsa, biochemika, ucznia paryskiej Le Cordon Bleu, który zdobywał doświadczenie w restauracjach odznaczonych gwiazdką Michelin.


Nocleg:


W Lizbonie znajdziecie mnóstwo wyróżnianych w przeróżnych rankingach na całym świecie hosteli, pięknych apartamentów pod wynajem z niesamowitymi widokami na miasto lub Tag oraz designerskie i luksusowe hotele. Naprawdę jest tam w czym wybierać. Ja bardzo lubię zatrzymywać się w Alfamie i mogę polecić sprawdzone Alfama Chanceler Apartments oraz Alfama – Lisbon Lounge Suites. Pod oknami tego drugiego, w jednych z najwęższych miejsc na trasie, przejeżdża sławny żółty tramwaj nr 28. :)






Zajrzyjcie też do moich innych relacji z podróży, szczególnie do tych o Portugalii – Algarve cz. I m.in. o Faro, Carvoeiro, Sagres i Lagos oraz Algarve cz. II o Olhão i Tavirze. Przeczytajcie też, co zjeść na Maderze.

1 komentarz :

  1. Cudowny artykuł, już zaczęłam się prawie pakować na wyjazd ;-)

    OdpowiedzUsuń