31 stycznia 2017

Kurka Wodna (Kraków)


Restauracja Kurka Wodna została otwarta w kwietniu ubiegłego roku na ulicy Kanoniczej, w bliskim sąsiedztwie Pod Nosem, Copernicusa i La Campany. Jest to nowe miejsce w pobliżu Rynku specjalizujące się w kuchni polskiej. Na mojej liście polecanych restauracji w Krakowie wciąż mało polskiego jedzenia, wybrałam się więc na Kanoniczą z dużą nadzieją na to, że Kurka Wodna nie zawiedzie.

Wnętrze restauracji jest bardzo estetyczne i stonowane, dominuje w nim kolor brązowy i szary, a sale ożywiają kwieciste motywy na fotelach i świeże kwiaty w wazonach. Połączenie białych ścian, cegły i drewna zawsze się sprawdza, we wnętrzu brakowało mi jednak charakteru, a sala, w której siedzieliśmy, wydawała się nieco pustawa, a to wrażenie potęgował fakt, że z początku byliśmy w niej jedynymi gośćmi. 

Bardzo uprzejma, nienachalna kelnerka, podając menu, wspomniała o zestawie lunchowym w cenie 29 zł, na który tego dnia składał się barszcz, eskalopki z kurczaka z sałatką z winegretem oraz mus kawowo-czekoladowy. Warto dodać, że to była sobota, a nie środek tygodnia; wydaje się, że to skuteczny i atrakcyjny sposób na przyciągnięcie gości “z ulicy”, bo podczas naszej wizyty kilka osób się na taki obiad skusiło.

Na początek zostaliśmy poczęstowani koszyczkiem z pieczywem  choć było świeże i smaczne, zdziwił nas brak… masła. Ciekawi mnie, czy to błąd, czy celowy zabieg podawania gościom w ramach czekadełka suchego chleba? Po tym, jak na stół wjechała pierwsza przystawka, wiedziałam już, że ktoś się tu bardzo stara, by atrakcyjnie złożyć danie, ale całość wyglądała na przekombinowaną, a zawiniątko kiełków na talerzu przypominało dekoracje z minionej epoki. Za to wędzony pstrąg z Ojcowa (26 zł) wybronił się smakiem  był doskonały, a dodatki w postaci ugotowanych na miękko jajek przepiórczych, konfitury z jarzębiny, chrupiących sałat i kawioru z białego wina świetnie z nim współgrały. Moja przystawka  pierogi z zająca na pikantnym musie marchewkowym (24 zł) zachwyciła sprężystym, delikatnym ciastem i soczystym, pełnym smaku nadzieniem, a nieco kwaskowaty sos z żurawiny ciekawie kontrapunktował całość. Chrupiący pasek boczku wieprzowego był fajnym dodatkiem, ale danie byłoby świetne nawet wtedy, gdyby zostało podane z samym musem. Do dziś doskonale pamiętam smak tych pierożków.

Później emocje niestety opadły. Kaczka po krakowsku z pieczonym jabłkiem (49 zł) była mało delikatna i nieco sucha, a filet z kurczaka zagrodowego (35 zł) również rozczarował teksturą spodziewałam się bardzo soczystego i miękkiego mięsa, tymczasem było trochę twardawe i nierówne. Z kolei puder truflowy okazał się zupełnie bez smaku, a szkoda, bo trufle uwielbiam i między innymi dlatego skusiłam się na tę pozycję. Plus za przyrządzoną w punkt konfitowaną pietruszkę oraz intensywne pietruszkowe pesto, które fantastycznie podkreślało smaki na talerzu. 

W Kurce Wodnej do każdego dania głównego należy wybrać dodatki z menu. Nie lubię takiego rozwiązania z dwóch powodów. Po pierwsze: wolę, gdy pewny siebie szef kuchni proponuje kompletne dania, a po drugie: te dodatki są zwykle przesadnie drogie. Maleńka miseczka sałat z winegretem (“przyozdobiona” kiełkami), dosłownie na (policzyłam!) cztery kęsy za... 8 zł? Serio? Ziemniaki opiekane z czosnkiem i rozmarynem to kolejne 8, a miseczka tak samo mała...

Mój towarzysz, rozczarowany kaczką, na koniec nie miał już na nic ochoty, ja skusiłam się jeszcze na szarlotkę z szarej renety (12 zł), czyli sztandarowa propozycja 99,9% polskich restauracji, z której w życiu bym nie skorzystała na potrzeby recenzji, ale akurat... miałam na nią smaka. Została podana na ciepło, z kulką lodów na pestkach dyni oraz z kawałkiem figi i truskawki (nieśmiało przypominam, że mamy styczeń). Szarlotka jak szarlotka: delikatna, smaczna, z cukrem pudrem, taka domowa. Nic, co wyrwałoby z butów, ale ochota na szarlotkę została skutecznie zaspokojona. 

Przyznam, że nie wiem, co z tą Kurką zrobić. Przystawki były przesmaczne, zapadające w pamięć, takie do powtórzenia. Dania główne miały pewne niedociągnięcia powodujące, że zaczęliśmy wątpić, czy warte były swojej ceny. Są w Krakowie przecież pewniejsze adresy do wydania 168 zł, bo tyle wyniósł nas rachunek dla dwóch osób, bez alkoholu. Na korzyść przemawia estetyczne wnętrze, węgierskie wina dobrane do każdego dania i lokalizacja na jednej z najpiękniejszych ulic Starego Miasta, ale to jeszcze nie wystarczy, by wskoczyć na tę listę.

Plus: bardzo smaczne przystawki, ładne wnętrze, miła obsługa.
Minus: drogie dodatki w stosunku do porcji, momentami nieco pretensjonalna prezentacja dań, nierówna kuchnia.
Adres: ul. Kanonicza 15 | mapa | FB | www
Polecam:
Średnia ocena: 3.75 na 5.     Jedzenie – 3.5/5    Obsługa – 4.5/5      Wnętrze – 4/5    Ceny – 3/5













*

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...