15 marca 2017

Tbilisuri (Kraków)


Kilka tygodni temu doszły mnie słuchy, że na Kazimierzu otwiera się nowa restauracja gruzińska. Co więcej, szefem kuchni ma być Gruzin, Zviad, którego pewnie znacie z food trucka Gruzja na kółkach stacjonującego przy Dajworze. Kto jadł, ten wie, że lula kebab od Zviada nie ma sobie równych. Dlatego jak tylko miałam chwilę, pobiegłam do Tbilisuri.

Nie było to jednak łatwe  przy pierwszej próbie rezerwacji stolika usłyszałam w słuchawce, że lokal zarezerwowany jest do dwudziestej pierwszej (a była trzynasta). W kolejnym dniu dorwałam wolny stolik, z którego widziałam, jak wiele osób chcących zjeść weekendowy lunch odsyłanych jest z kwitkiem. Naprawdę rzadko się zdarza, by nowo otwarty lokal miał takie obłożenie  wielu krakowskich restauratorów ma czego zazdrościć Tbilisuri.

Choć w kontakcie telefonicznym obsługa sprawiała wrażenie zniecierpliwionej i nieco nieprzyjemnej, na miejscu nie miałam do niej żadnych zastrzeżeń (no, może oprócz tego, że kelner bez pytania zwinął ze stolika chleb, który mieliśmy w planach dokończyć jeść)  była bardzo sympatyczna, uśmiechnięta, sprawna i uważna, w mgnieniu oka sprzątała zużyte talerze, właściwie podała napoje i była chętna do pomocy. Wnętrze Tbilisuri jest jasne i przestronne, ale dość prosto urządzone i może sprawia przez to wrażenie trochę pustego.

Menu z potrawami mieści się na jednej stronie, a są w nim przystawki, zupy, sałatki, dania główne i desery, oferta jest więc znacznie szersza, niż w Gruzji na kółkach. Zaczęliśmy od blinciki tbilisuri, naleśników z farszem wołowo-wieprzowym (8 zł)  delikatne ciasto, z wierzchu lekko chrupiące, w środku miękki, wyrazisty, soczysty farsz. Prosty, ale bardzo przyjemny początek. Zupa gupta (12 zł) też nie zawiodła  ten leciutki wywar mięsny z dodatkiem kwaśnej śmietany, mieszanki gruzińskich przypraw khmeli suneli, świeżej natki pietruszki i kolendry, wraz z aromatycznymi pulpetami baranimi i podanym osobno świeżym gruzińskim pieczywem stanowi ciekawe, sycące danie.

Kolejne trzy potrawy to wspaniały powrót pamięcią do moich wakacji w Gruzji. Chinkali z baraniną (18 zł, 5 sztuk; do wyboru także z farszem wołowo-wieprzowym i serowym) były świetne – ciasto elastyczne, cieniutkie, a jednocześnie solidne, w środku aromatyczny rosołek i wyrazista baranina, no i wszechobecna, pachnąca kolendra. Odżachuri (24 zł) również dobrze wspominam  kawałki karczku wieprzowego były soczyste, pełne smaku i ultradelikatnie chrupiące. Danie podawane jest w tradycyjnej gruzińskiej misce keci, z dodatkiem ziemniaków i podkreślającej całość czerwonej cebuli; pięknie pachnie, wygląda apetycznie i jest, tak po prostu, domowo, szalenie smakowite.

Chaczapuri (w menu dostępne dwa rodzaje, my wybraliśmy to bez dodatkowego sera, czyli chaczapuri imeruli  20 zł), to proste, tradycyjne i niezwykle popularne gruzińskie danie zachwyciło nie tylko smakiem, gdzie słoność sera tak kapitalnie współgrała z drożdżowym, lekko maślanym plackiem, ale też teksturą  całość była mięciutka, ser stopiony, a ciasto z zewnątrz perfekcyjnie leciutko przypieczone, przez co przyjemnie chrupiące. Nawet w Gruzji nie trafiłam na tak dobre chaczapuri, a to mówi samo za siebie. Super, że mamy takie miejsce w Krakowie. Będę częstym gościem!

Plus: fantastyczna, prosta, gruzińska kuchnia, uśmiechnięta obsługa, atrakcyjne ceny.
Minus:
Adres: ul. Meiselsa 5 | mapa | FB
Polecam: miłośnikom gruzińskiej kuchni, na wyjście z przyjaciółmi.
Średnia ocena: 4.63 na 5.     Jedzenie – 5/5     Obsługa – 4.5/5      Wnętrze – 4/5     Ceny – 5/5


*

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz