14 kwietnia 2017

Mazaya Falafel (Kraków)


Mazaya Falafel już od około roku działa tuż przy rondzie Grzegórzeckim. Będąc w okolicy, trudno nie zauważyć tego niewielkiego budynku z wydzielonym ogródkiem z biało-czarno-zielonym płotkiem. Dawno nie pisałam o wegetariańskich miejscach na blogu, na kolejną recenzję wybrałam więc ten mały street foodowy lokal. Jak wypadła Mazaya?

Gdy doszliśmy na miejsce, kilka osób czekało na odbiór zamówienia na wynos, a paru gości, mimo nieciekawej pogody, zajadało się kanapkami w ogródku (w trakcie naszej krótkiej wizyty lokal odwiedziło  nie skłamię  ze dwadzieścia osób). Od progu przywitały nas intensywne zapachy i uśmiechnięta pani za ladą, która  widząc, jak ociągamy się z wyborem  była bardzo skora do pomocy w podjęciu decyzji. My potrzebowaliśmy jednak przebrnąć przez mało czytelne menu i wybrać coś spośród kanapek (9-17 zł), zestawów na talerzu (8-34 zł) i sałatek (12-14 zł)  po jednej z każdej kategorii, by mieć dobry obraz tego, co serwuje Mazaya.

Wszystkie trzy pozycje bardzo szybko pojawiły się na stoliku. Zacznę od sałatki Mazaya (14 zł), która składała się głównie z posiekanej mięty, kolendry i natki pietruszki z dodatkiem rzodkiewki, pomidorów, nasion granatu oraz kapitalnych, świetnie wyważonych, idealnie i delikatnie chrupiących falafeli. Już po pierwszym kęsie zgodnie stwierdziliśmy, że to najlepsze falafele, jakie mieliśmy okazję jeść w Krakowie. Całość polana była sosem z granatu i stanowiła bardzo świeżą, orzeźwiającą, po prostu pyszną sałatkę. Wyobrażam sobie, jak świetnie będzie smakować w gorące, letnie dni, z dodatkiem prawdziwych, pachnących pomidorów. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do nieoddzielenia tych najgrubszych, trudnych do pogryzienia łodyg pietruszki  nie powinny się tam znaleźć.

“Hummus na talerzu super” (12 zł) to trzy falafele podane na hummusie, który też nas zachwycił. Choć dość łagodny w smaku, jest genialnie aksamitny i tak uzależniający, że moglibyśmy go jeść łyżkami bez żadnych dodatków. Podano go z marynowaną rzepą, ogórkami kiszonymi, plastrem pomidora i osobno  cieniutką, delikatną, rozpływającą się w ustach pitą. Spróbowaliśmy też “MF sandwich extra” (13 zł)  zawiniętych w pitę falafeli z dodatkiem mnóstwa składników: bakłażana, granatu, rzodkiewki, pomidora, ogórka, rzepy, sałat, łagodnego sosu z tahini (taratour) oraz aromatycznych ziół: mięty, pietruszki i kolendry. Bardzo to było smaczne i świetnie ze sobą współgrało, choć wiadomo, że falafele nie były już tak cudownie chrupiące po bliskim spotkaniu z sosami i wilgotnymi warzywami  trzeba to brać pod uwagę przy zamawianiu kanapek.

Podsumowując  Mazaya Falafel nakarmiła nas szalenie satysfakcjonująco za naprawdę niewielkie pieniądze. Przez kolejne dwa dni chodził za mną ten hummus i falafel, ale dopiero po powrocie ze Szwajcarii zamówiłam Mazayę do domu. Wszystko znowu było pyszne, choć polecam wybranie się na Grzegórzecką, by na miejscu doświadczyć tej chrupkości falafela, który niestety nieco traci w dowozie. Najlepiej wybrać się tam w ciepłe dni, by wygodnie delektować się tym jedzeniem w ogródku.

Plus: przepyszne falafele i hummus, sympatyczna i pomocna obsługa.
Minus: poza ogródkiem niewiele miejsca do siedzenia, nieciekawe wnętrze.
Adres: ul. Grzegórzecka 40 | mapa | FB | www
Polecam: na szybki posiłek, miłośnikom bliskowschodniej kuchni, wegetarianom i weganom.
Średnia ocena: 4.25 na 5.     Jedzenie – 5/5     Obsługa – 5/5      Wnętrze – 2/5     Ceny – 5/5

falafel hummus krakow


mazaya falafel krakow hummus





*

3 komentarze :

  1. ojjj zjadłabym, myślę, że falafele i hummus to mój ulubiony fast-food :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham to miejsce i mam szczęscie mieszkać niedaleko :)

    OdpowiedzUsuń