7 września 2017

Cargo (Kraków)


To był deszczowy początek tygodnia. Wieczorową porą kompleks Tytano wyglądał jak opuszczone miasto z apokaliptycznego filmu  puste, zalane deszczem ogródki, do tego zmrok, wiatr i ulewa, nie dziwne, że nie było widać żywej duszy. Do restauracji Cargo trafiłam trochę przypadkiem  pozwoliłam znajomym wybrać miejsce na kolację twierdząc, że “mnie obojętne”, choć o Cargo słyszałam różne opinie, raczej z gatunku tych nieprzekonujących, i nie miałam tego miejsca na liście do odwiedzenia. Ale że akurat miałam ze sobą aparat, stwierdziłam, że to wykorzystam.

Już przed wejściem przyjrzałam się ogródkowi na podeście na zewnątrz  jest naprawdę ładny, spory, z przytulnymi miejscami do siedzenia, fajnym wyposażeniem i dodającą klimatu roślinnością. W ciepłe wieczory musi być tam naprawdę przyjemnie. W środku króluje styl industrialny, dominują kolor czerwony i czarny, jest cegła na ścianie, czerń na suficie, przeszklona kuchnia i mnóstwo miejsc do wyboru: duży wspólny stół dla większych grup, okrągłe większe stoliki, mniejsze kwadratowe, wyższe z hokerami, co kto woli. Dumnie prezentują się lodówki z mięsem oraz ryby i owoce morza na lodzie. Coś jednak jest w tym wnętrzu, że nie do końca czułam się w nim dobrze  nie wiem, czy to przez to gdzieniegdzie zbyt mocne oświetlenie, zbyt dużą przestrzeń (i hałas), czy brak przytulności. O dziwo, mimo, że Dolne Młyny wydawały się tego dnia zupełnie opustoszałe, sale w Cargo były pełne gości.

Obsługa od progu zrobiła dobre wrażenie  zostaliśmy powitani z uśmiechem, szybko podano menu, a obserwując serwis kątem oka, odniosłam wrażenie, że jest świetnie zorganizowany. Sporo osób pracowało na sali, wydawało się, że każdy ma i zna swoją rolę, no i dawno nie widziałam w Krakowie, by ktoś z obsługi tak uważnie i z takim zaangażowaniem chodził między stolikami i sprawdzał, czy wszędzie wszystko gra. 

Schody pojawiły się później: najpierw duży problem kelnerki z otwarciem wina przy stoliku (miałam wrażenie, że korkociąg miała w ręce pierwszy raz w życiu), jedno z nas nie dostało też kieliszka, do steka nie zasugerowano koledze doboru dodatków (gość nie zawsze zauważy, że trzeba je wybrać osobno; w takiej sytuacji oczywiste jest, że kelner zwraca na to uwagę, a nie  tak jak tu  przynosi sam stek pod nos klienta i odchodzi, jakby to było całkowicie normalne, że gość będzie jadł samo mięso). No i najgorsza wpadka: o dodatku, który został zamówiony przez inną osobę  w tym przypadku frytkach  zupełnie zapomniano. Steki stygły, podczas gdy my próbowaliśmy złapać wzrok kelnerki i uświadomić jej, że danie jest niekompletne. Usłyszeliśmy szczere przeprosiny, ale minęło sporo czasu, zanim ziemniaki pojawiły się na stole, a gdy się pojawiły, mięso było już chłodne. 

Najpierw spróbowałam tatara wołowego (32 zł). Mięso było świeże, podano je bardzo klasycznie, czyli z posiekanymi grzybkami, czerwoną cebulą, ogórkiem i musztardą, ale niczym nie przekonało mnie, by dopisać je do listy najlepszych tatarów w Krakowie. Szczególnie, że trafiłam też na dość spory, niemożliwy do pogryzienia kawałek włókna, co oznacza, że mięso nie zostało dostatecznie dobrze oczyszczone, co całkowicie je dyskwalifikuje z takich zestawień.

Przystawka w formie krewetek z chorizo z masłem czosnkowym (34 zł) to zaledwie trzy krewetki, na dodatek ewidentnie przeciągnięte, bardzo brakowało im chrupkości i sprężystości, a całkiem niezły sos w pokaźnej ilości aż prosił się o jakieś pieczywo do kompletu. Chorizo lubię bardziej wyraziste, nieco bardziej pikantne, ale tu w takiej wersji może zbyt mocno zaburzyłoby smak skorupiaków, więc ostatecznie była to dobra kompozycja, szkoda tylko, że krewetek nie potraktowano z należytym szacunkiem.

Rostbef sezonowany na sucho (29 zł/100g) oraz antrykot sezonowany na sucho (32 zł/100g) według tego, co na rachunku, podano w porcji 200g. Akurat nie miałam przy sobie wagi i trudno było sprawdzić, ale oba kawałki prezentowały się dość skromnie na drewnianej desce. Mięso, wysmażone według życzenia, było doskonałe: supersoczyste w środku, lekko chrupiące na zewnątrz, pełne smaku i o zniewalającym aromacie. No, byłam pod wrażeniem.

Spóźnione domowe frytki (7 zł) w formie bardzo grubo krojonych ziemniaków były przyrządzone w punkt. Do mięsa można dobrać jeden z siedmiu sosów lub jeden z pięciu rodzajów masła. To krewetkowe z pietruszką samo w sobie jest kapitalne, wyraźnie czuć w nim krewetki, jednak średnio pasowało do steka. Rukolowe było nieco mniej wyraziste i lepiej z nim współgrało, chociaż przy takim mięsie nie trzeba nic do podkręcenia smaku, bo świetnie funkcjonuje w pojedynkę, tylko z odrobiną soli i pieprzu.

W karcie wypatrzyłam moją ulubioną formę słodkości, czyli set degustacyjny z deserami w wersji mini (29 zł), którego najlepszym elementem były domowe lody truskawkowe. Tarta cytrynowa z bezą tego dnia już się skończyła, w zamian podano crème brûlée, na który składał się nijaki krem oraz warstwa skarmelizowanego cukru, zdecydowanie zbyt gruba i przez to za twarda. Do tego kawałek ciasta marchewkowego z orzechami włoskimi i tortu czekoladowego na bazie biszkoptowego ciasta  ten pierwszy, jeśli już, lepiej zamówić osobno w towarzystwie kontrapunktujących całość lodów z selera naciowego (17 zł), a ten drugi  choć czekoladę uwielbiam  był jednym z najbardziej nudnych tortów czekoladowych jakie jadłam. Czekolada, paradoksalnie, była słabo wyczuwalna, a na pierwszy plan wysuwała się niesmaczna, nieprzyjemna i dziwnie klejąca tekstura wierzchniej warstwy ciasta. Nie chciałabym tego powtórzyć. Podsumowując  jestem na nie, ale... z wyjątkiem steków. Na steki do Cargo warto zajrzeć. I niestety tylko na steki. 

Plus: dobre steki, możliwość zakupu sezonowanej wołowiny i ryb w delikatesach.
Minus: niedopracowane przystawki i desery, podstawowe błędy obsługi, mało przytulne wnętrze.
Adres: ul. Dolnych Młynów 10 | mapa | FB 
Polecam: tylko na steki.
Szef kuchni: Maciej Piórkowski.
Średnia ocena: 3.38 na 5.     Jedzenie – 3.5/5      Obsługa – 3/5      Wnętrze – 3.5/5          Ceny – 3.5/5

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

*
Bądź na bieżąco:

3 komentarze :

  1. Zgadzam się, poza stekami nic nie jest tam warte szczególnej uwagi. A co do steków - no nie powiem, na 200g żaden z tych kawałków mi nie wygląda...

    OdpowiedzUsuń
  2. Steki ważą przed obróbką termiczną, wyglądają na 200g ... Jadłem tam steka, moim zdaniem to jedna wielka porażka. Kucharz powinien być wysłany do USA aby zobaczyć jak robi się steki. Myślę że więcej by nie podawał tych 'kotletów schabowych'.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogę tylko potwierdzić - rzeczywiście bardzo fajna restauracja, miałem przyjemność być tam dwa razy. W ogóle widzę, że mam sporo do nadrobienia, bo sporo restauracyjnych rekomendacji u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń