19 października 2017

Andromeda Alfa (Kraków)


Andromeda Alfa znajduje się w czterogwiazdkowym hotelu Galaxy, dosłownie kilka kroków od Galerii Kazimierz. Być może zauważyliście ją przechodząc kiedyś ulicą Gęsią  jeszcze niedawno nad jej wejściem wisiała reklama restauracji ze zdjęciami potraw w roli głównej (trochę to pretensjonalne, ale kto wie, może faktycznie działa?). Nie zdziwię się, jeśli przeciętny mieszkaniec Krakowa nigdy o Andromedzie nie słyszał, ale jestem przekonana, że powinien był. 

Restauracja znajduje się na parterze budynku i w ciepłe miesiące ma swoje osobne wejście, dzięki czemu nie trzeba przechodzić przez recepcję. Sala jest stosunkowo niewielka, dobrze oświetlona, urządzona ze smakiem; dominują modne szarości, a poziome lustra optycznie powiększają przestrzeń. Jest ładnie, niebanalnie, ale nie przesadnie elegancko; siedzi się przyjemnie i wygodnie.

Menu zawiera pięć przekąsek, sześć pierwszych dań, pięć dań głównych oraz pięć propozycji na deser. Co ważne, jest też dostępne specjalne menu dla dzieci. Na stole mocno rażą serwetki z logo Jordan Group (do której należy Andromeda Alfa)  uważam to za zupełnie zbędny i niepasujący element. Kuchni Tomasza Dziury miałam okazję wcześniej spróbować już kilkukrotnie, między innymi podczas dziesięciodaniowej kolacji degustacyjnej w hotelu Heron, jednak do tej pory nie napisałam recenzji Andromedy, choć na liście do zrecenzowania miałam ją od miesięcy. 

Jako czekadełko podano świeżo wypiekane pieczywo, z żurawiną i sezamem, oraz dobre masło (bardziej słone byłoby jeszcze przyjemniejsze), a także odrobinę świetnego koziego sera. Obsługujący nas kelner był sympatyczny i chętnie opowiadał o składnikach poszczególnych dań. W to niedzielne popołudnie byliśmy niestety jedynymi gośćmi, więc nie miałam więcej okazji do obserwowania pracy serwisu.  

Jedną z naszych przystawek był marynowany dorsz z bulwą słonecznika i konfiturą z cytryny (35 zł). Tak świetny smak ryby podkręcony cytrusowymi nutami to strzał w dziesiątkę. Dodano do niego chrupiący element  proso w formie minipopcornu. Naszą drugą przystawką była jedna pozycja z listy pierwszych dań  pierogi z jagnięciną z palonym masłem i kolendrą (39 zł). Te pierożki, formą przypominające włoskie ravioli, były daniem-ideałem: ultradelikatne, cienkie ciasto, soczysty i aromatyczny farsz, palone masło (kto go nie uwielbia?), a na koniec świeża kolendra i zachwycający, długodojrzewający polski ser Stary Giewont.

Gdy przyszło do wyboru dań głównych, z ciekawości zaryzykowaliśmy i postawiliśmy na te z pozoru najnudniejsze: polędwicę wołową i kurczaka. Tego ostatniego z wielu względów już praktycznie nie jadam, a i w restauracjach wybieram go rzadko, ponieważ trudno jest nim zaskoczyć, a jedząc na mieście jestem głodna ciekawych wrażeń. Andromedzie udało się zaserwować prawdopodobnie najlepszego kurczaka jakiego pamiętam  podany był z pasternakiem, zieloną fasolką szparagową, malinami z foie gras i sosem porto (65 zł). Bezbłędnie wyważone nuty ciężkiego, słodkiego porto w połączeniu z foie gras i malinami skradły moje serce, tak jak soczyste, mięciutkie mięso i ugotowane al dente warzywa. Nie zrażajcie się nudnym zdjęciem, to było naprawdę bardzo dobre. 

Polędwica wołowa (79 zł) również została przygotowana po mistrzowsku: doskonałej jakości mięso wysmażone według życzenia, delikatnie chrupkie na zewnątrz, w środku miękkie i soczyste. Podano do niej ziemniaki confit, pieczoną cebulę, kurki, porzeczki oraz ciemny sos w osobnym naczyniu. Wszystko się w tym daniu zgadzało i choć jest to z pozoru banalna pozycja spotykana w większości restauracji, ja nadal ją dobrze pamiętam, mimo że od mojej wizyty minęły trzy tygodnie. 

Albo mam pecha do deserów w Andromedzie, albo to jej mała pięta Achillesowa, bo słodkości i tym razem znacznie odstawały poziomem od kapitalnych dań. Obok kremu cytrynowego z lodami truskawkowymi (25 zł) mogłabym przejść zupełnie obojętnie, choć element posypki z pieczonej białej czekolady na chwilę wzbudził moją ciekawość. Pięknie podanej, bardzo skoncentrowanej tarcie czekoladowej (29 zł) brakowało nieco więcej kontrapunktu, bo jedna malina i lody jogurtowe (znacznie lepsze niż banalne truskawkowe wcześniej) niestety nie podołały w tym zadaniu i deser okazał się zbyt słodki, zbyt ciężki i trudny do dokończenia. Po poprzednich mocnych wrażeniach desery wydały się więc mocno przeciętne.

Mimo to nie przyćmiły one całości i znowu wyszłam z Andromedy bardzo zadowolona. Mam wrażenie, że kuchnia Tomasz Dziury nie jest w Krakowie należycie doceniana. Gdy rozmawiałam z Wami o tym, czemu nie chodzicie do restauracji hotelowych, jednym z wymienianych powodów było to, że nikt ich nie poleca. Czuję więc, że mam tu misję do wykonania, bo mamy w Krakowie kilka doskonałych hotelowych miejsc, które zasługują na Waszą wizytę. Andromeda Alfa jest zdecydowanie jednym z nich!

Szef kuchni: Tomasz Dziura
Plus: kuchnia na wysokim poziomie, dobre składniki, sympatyczna obsługa, ładne wnętrze.
Minus: nieco niedopracowane desery.
Adres: ul. Gęsia 22A | mapa | FB | www
Polecam: miłośnikom dobrej kuchni; na kolację biznesową.
Średnia ocena: 4.63 na 5.     Jedzenie – 4.5/5      Obsługa – 5/5       Wnętrze – 4.5/5          Ceny – 4.5/5

Restauracja hotelowa w Krakowie

Restauracja hotelowa w Krakowie

Restauracja hotelowa w Krakowie

Restauracja hotelowa w Krakowie

Restauracja hotelowa w Krakowie
Restauracja hotelowa w Krakowie
Restauracja hotelowa w Krakowie

Restauracja hotelowa w Krakowie



 *
Bądź na bieżąco:

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz