28 grudnia 2017

Biała Róża (Kraków)


Przed tą wizytą byłam w Białej Róży tylko dwa razy, choć na gastronomicznej mapie miasta restauracja istnieje od lat. W 2014 roku odwiedziłam ją wraz z innymi członkami jury plebiscytu “Smaki Krakowa” organizowanego przez Dziennik Polski. Mimo że jedzenie w większości było poprawne, w nikim nie wzbudziło większych emocji (a na niemal każdym talerzu lądowały wtedy pestki granatu). 

Później, w 2016, szef kuchni Białej Róży Łukasz Cichy został zdobywcą tytułu Szefa Jutra 2016 Gault&Millau Tour regionu Małopolska, Podkarpacie, Bieszczady i Górny Śląsk, co wzbudziło we mnie pewne zainteresowanie. Gdy z kolei w marcu tego roku brałam udział w ciekawej degustacji węgierskich win z winnicy Holdvölgy zorganizowanej przez Kobiety i Wino, połączonej z degustacją dań szefa kuchni, niektóre propozycje były na tyle dobre, że postanowiłam dać Białej Róży jeszcze jedną szansę i wrócić na recenzję.

Wnętrze Białej Róży jest proste, spójne i względnie eleganckie  stoły przykryte są białymi obrusami, przy nich stoją tapicerowane krzesła, na ścianach wiszą zdjęcia Krakowa; w głośnikach rozbrzmiewały świąteczne dźwięki. Z jednej strony sali jest bar, z drugiej kominek. Osobiście brakuje mi tam nuty nowoczesności, pewnego odświeżenia, choć z pewnością dobrze czuliby się w takim wnętrzu moi rodzice czy dziadkowie. Mimo że cała sala jest naprawdę pokaźnych rozmiarów, nie przytłacza, a plusem są spore okna wpuszczające do wnętrza dużo naturalnego światła. 

Biała Róża zawsze kojarzyła mi się jako miejsce z nieco wyższej półki, gdzieś  w pobliżu fine diningu, albo chociaż takie, które oprócz starannie zaprezentowanych dań oferuje też świetny serwis pasujący do wnętrza i koncepcji. Tymczasem mały zgrzyt pojawił się już przy rezerwacji, gdy osoba odbierająca telefon, by zapytać o dostępność stolika, dosłownie wrzeszczała do kolegi zapominając zakryć słuchawkę. Po wejściu do lokalu, choć kelnerka powitała nas uśmiechem, nikt nie zaproponował zabrania płaszczy ani nie wskazał wieszaka. Najbardziej jednak zdziwiły mnie sztućce  dwa noże i dwa widelce, które wylądowały na stoliku zamknięte w trzymanej od góry serwetce. W ciągu 6,5 lat pisania bloga coś takiego widziałam tylko raz i nie było to w restauracji z białymi obrusami, gdzie danie główne może kosztować blisko 80 zł, a w niewielkim, raczej casualowym lokaliku na Kazimierzu, gdzie i tak wypadło bardzo kuriozalnie (bo w dzisiejszych czasach chyba tylko w barze mlecznym akceptowalne jest takie podanie sztućców). Ktoś powie, że to szczegół, ale to właśnie takie szczegóły składają się na często nietanie restauracyjne doświadczenie, i właśnie o nich pewnym miejscom nie wypada zapominać.

W ramach amuse-bouche podano marynowaną dynię z łososiem, rzodkiewką, cebulą i oliwą bazyliową. Jako czekadełko otrzymaliśmy deskę trzech rodzajów pieczywa z masłem (pieczywo klasyczne, z rodzynkami oraz z suszonymi pomidorami i pestkami dyni). Nie podano jednak talerzyka na pieczywo i osobnego noża do masła, czego w restauracji pokroju Białej Róży raczej bym oczekiwała. Dosłownie moment po czekadełku na stole pojawiły się przystawki. Pierwsza to doskonały korzenny śledź z plastrami buraka i marynowanym jabłkiem (26 zł). Wspomnianej w menu porzeczki nie odnalazłam, ale nie szkodzi, bo to była świetna przystawka i jeśli kiedyś najdzie Was ochota na niemałą porcję takiego tradycyjnego, solidnego śledzia, to Biała Róża będzie dobrym wyborem. Drugą przystawką było właściwie jedno z dań głównych, którego bardzo chciałam spróbować, czyli pierogi z cielęciny z masłem i miętą (34 zł), które miały tylko jeden problem: ciasto było lekko rozgotowane. Cała reszta jednak okazała się fenomenalna  w soczystym, pełnym smaku farszu dało się wyczuć cudną nutę mięty. Kapitalne byłoby to danie, gdyby ciasto było ugotowane w punkt.

Żebro świni złotnickiej z dużą ilością brukselki, plackiem ziemniaczanym i ciemnym sosem na bazie miodu (44 zł) każdego by uszczęśliwiło  wygląda na prostą rzecz, ale wierzcie mi, że będziecie zadowoleni. Doskonałe, miękkie mięso, świetny, gęsty sos, lekkie odświeżenie zielonymi listkami brukselki i chrupkość placka (dopóki sos go do końca nie namoczy) to danie, do którego nie można mieć zastrzeżeń. Bażant (58 zł) również okazał się doskonały mięso ultramiękkie, bardzo aromatyczne, świetnie doprawione, doskonale komponujące się z wyrazistym sosem z zielonego pieprzu i warzywami – selerem, marchewką i skorzonerą. Jedynie marynowana dynia, choć sama w sobie szalenie ciekawa (pojawiła się też przy amuse-bouche), wprowadzała w tym daniu lekkie zamieszanie swoją kwaskowatością, ale to jedynie drobny szczegół, który nie odjął przyjemności z jedzenia. Zwróciłam też uwagę na chipsy z pasternaka, które pojawiły się prawie na każdym talerzu  trochę jak ten granat dawniej  chyba niewiele wnoszą.

Zawsze bardzo mnie cieszy, gdy na koniec znajduję w karcie degustację deserów. Biała Róża także oferuje przegląd swoich słodkości (26 zł), choć mam wrażenie, że nie wszystkie elementy deserów z karty pojawiły się na talerzu. Najlepszy był ptyś, znakomity, z niebiańskim kremem z orzechów laskowych, a w drugiej kolejności brownie z ciemnej czekolady z kremem z zielonej herbaty i lodami z jarzębiny. Gruszka nie wzbudziła żadnych emocji. Ale na większą wersję tego ptysia chętnie bym wróciła!

W Białej Róży jest bez wątpienia smacznie. Choć ze względu na wystrój i atmosferę nie widzę się tam na randce czy romantycznej kolacji, a przez błędy obsługi nie poleciłabym tej restauracji na biznesowe kolacje z osobami, które cenią sobie wysoką jakość serwisu. Jednak szczerze polecam Wam to miejsce na rodzinne uroczystości czy po prostu na wyciągnięcie rodziców czy dziadków na niedzielny obiad, bo wbrew pozorom nie ma w Krakowie wielu adresów naprawdę nadających się na takie wyjście. Bliskość Wawelu i Rynku powoduje, że to też świetne miejsce na wizytę z gośćmi z zagranicy zainteresowanymi posmakowaniem kuchni inspirowanej starymi przepisami z doskonałych lokalnych produktów. 

Szef kuchni: Łukasz Cichy
Plus: bardzo smaczna kuchnia, świetne produkty, polskie wina w karcie.
Minus: podstawowe błędy obsługi, we wnętrzu brak ducha nowoczesności.
Adres: ul. Straszewskiego 16 | mapa | FB | www
Polecam: na rodzinny obiad, świętowanie specjalnej okazji z rodziną, gościom z zagranicy.
Średnia ocena: 3.75 na 5.     Jedzenie – 4.5/5      Obsługa – 2.5/5       Wnętrze – 3.5/5          Ceny – 4.5/5

Amuse bouche w Bialej Rozy w Krakowie

Pieczywo w Bialej Rozy w Krakowie

Sztucce w Bialej Rozy w Krakowie

Sledz w Bialej Rozy w Krakowie

Pierogi z cielecina w Bialej Rozy w Krakowie

Zebro swini zlotnickiej w Bialej Rozy w Krakowie

Bazant w Bialej Rozy w Krakowie

Desery w Bialej Rozy w Krakowie

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz