13 lutego 2018

Chez Nicholas (Kraków)


Chez Nicolas to francuska restauracja prowadzona przez chińskiego szefa kuchni, który przez wiele lat zdobywał doświadczenie we Francji, między innymi w gwiazdkowych restauracjach. Została otwarta na początku listopada przy ulicy Lwowskiej w Krakowie. Pierwszy raz wybrałam się tam z dwójką znajomych poza weekendem, w dzień, gdy Nicolas przygotował ostrygowe menu. Drugi raz  w ubiegłą niedzielę.

Kiedy zobaczyliśmy zagraconą kuchnię i nieposprzątane stoliki po poprzednich gościach, oraz gdy zdałam sobie sprawę, że Nicolas nie ma kelnera i robi wszystko sam: nakrywa, sprząta, zmywa, gotuje, nakłada i zanosi gościom jedzenie, a jeszcze w tym wszystkim jakimś sposobem ma czas, by z każdym z osobna porozmawiać, polecić wino, poopowiadać o składnikach, byłam niemal pewna, że na jedzenie poczekamy ze dwie godziny. O dziwo, wcale nie było tak źle.

Pomalowana na granatowo jedyna sala połączona z otwartą kuchnią jest niewielka, ale z powodzeniem zmieści kilkanaście osób. Przy barze jest też parę miejsc  siedziała przy nim para zajadając się ostrygami i rozmawiając z szefem tak, jakby byli w jego domowej kuchni i gadali niczym najlepsi znajomi. Odnowione, sprowadzone z paryskiego sklepu z antykami stoły i piękne srebrne sztućce dość mocno kontrastują stylem z zawieszonymi przy oknach światełkami choinkowymi w kolorach francuskiej flagi. Na drzwiach wisi kartka “Reservation only”; niektórzy faktycznie byli odsyłani z kwitkiem, jeśli nie mieli rezerwacji, mimo że były wolne miejsca w lokalu. 

Nie mogliśmy nie skusić się na holenderskie ostrygi  sprowadzone z Amsterdamu, gigantyczne, mięsiste, świeżuteńkie. Gdy Nicolas brał je do ręki i wąchał, niemal skakał z radości. Zamówiliśmy menu degustacyjne składające się z dziesięciu ostryg (195 zł/os): na początek podano (1) ostrygę bez żadnych dodatków, następnie (2) z beszamelem, (3) ze szpinakiem, parmezanem i białym winem, (4) z grzybami, sosem szpinakowym i koniakiem, (5) prowansalską z czosnkiem, kolendrą, pietruszką i anchois, (6) z czarnym pomidorem, liściem laurowym, tymiankiem i czosnkiem, (7) słodko-kwaśną z sokiem pomarańczowym i czerwonym octem balsamicznym, (8) z niebieskim serem francuskim i jajkiem przepiórczym (wspaniała!), (9) ostrygę na ostro z kolendrą, a na koniec (10) z carpaccio wołowym i czarną truflą (doskonała). Choć zazwyczaj jem ostrygi bez żadnych dodatków (jedynie z kilkoma kroplami cytryny), bardzo przypadły mi do gustu te kreatywne połączenia.

Aż trudno było uwierzyć, że jesteśmy w Krakowie. Produkty takiej jakości są rzadkością w naszym mieście. Jeśli tylko będzie kolejna okazja, spróbujcie tych ostryg, mowę Wam odejmie! Tego dnia zamówiłam też lekką, bardzo smaczną zupę szpinakowo-cebulową oraz talerz świetnych wędlin z chlebem i masłem (18 zł), do których Nicholas podał gruboziarnistą szarą sól z Guérande. Moi towarzysze skusili się również na danie z kaczki  wymyślone na poczekaniu  o ile dobrze pamiętam z piklowanymi rzodkiewkami, ciemnym sosem z czekoladą, grzybami i świeżą kolendrą. Spróbowałam odrobinę  sama kaczka była przyrządzona świetnie, ale trzeba przyznać, że porcyjka była niewielka.

W ubiegły weekend próbowałam carpaccio wołowego (21 zł), pokrojonego ultracienko, z dużą ilością dobrej oliwy i pokruszonym parmezanem, doskonałego w swojej prostocie. W ramach dania głównego padło na jedną pozycję z menu brzmiącą dla nas trochę tajemniczo: “Navarin Beef, caramelised onion” (68 zł) i jedną spoza, którą właściwie sama skomponowałam korzystając z ostatniej porcji jagnięciny (68 zł), do której jako dodatek zamówiłam ziemniaki i karczocha z Bretanii, który uśmiechał się do mnie z karty przy innym daniu. 

W weekendy zawsze dostępne jest też menu degustacyjne, doprawdy w śmiesznej cenie, bo 68 zł za 5 dań. Warto dodać, że menu jest właściwie angielsko-francuskie, jedno na całą salę, wypisane ręcznie, podawane do stołu w złotej ramce. Kelner (bo w weekendy Nicholas ma jednego kelnera do pomocy), choć trochę oszczędnie, wyjaśnia kartę również po polsku. Większość dań Nicholas podaje osobiście i wtedy  po angielsku  ze szczegółami objaśnia każdy talerz, zawsze na koniec zapyta też, czy smakowało. 

Przy pierwszym kęsie jagnięciny aż zamknęłam oczy z zachwytu. Nie wiem, czy kiedykolwiek jadłam lepszą. Pełnię smaku, którą eksplodowała, aż trudno opisać. Mięso było macerowane przez dwa dni, przyrządzone tylko z odrobiną kuminu, tak jak pieczony, delikatnie chrupiący z zewnątrz ziemniak. Pod nim  aksamitne, mleczne puree ziemniaczane, z gdzieniegdzie nakapanym niezwykle wyrazistym, dość słonym sosem na bazie czosnku, kolendry, pietruszki, który dopełniała nuta anchois. Wołowina, pokrojona w cieniutkie plastry, duszona przez osiem godzin w wołowym wywarze, również zachwyciła delikatnością i intensywnością smaku nie do opisania. Podana z kapustą pak choi, marchewką, karmelizowaną cebulą i tym samym subtelnym musem ziemniaczanym.

Tarta jabłkowa (15 zł), jedyny dostępny deser, z kwaskowatymi jabłkami i słodziutką kruszonką była bardzo domowa, bardzo wilgotna, ale też niestety bardzo zimna, jakby właśnie została wyjęta z lodówki, za co mały minus. Towarzyszyła jej gładziutka gęsta śmietana z dodatkiem brązowego cukru. Przy płaceniu rachunku jedynym zgrzytem była cena francuskiej wody mineralnej  12 zł za 0,33 ml. Myślę, że uczciwie byłoby dać gościowi wybór i zaproponować też znacznie tańszą, polską wodę.

Jestem pewna, że formuła Chez Nicolas nie wszystkim przypadnie do gustu. Trzeba być otwartym i gotowym na zupełnie inne doświadczenie, przebaczyć pewne niedociągnięcia, zgodzić się na nieperfekcyjny serwis, szalenie krótkie menu, czasem na nierówne odstępy podawania dań czy długo niesprzątane naczynia. Czuję jednak, że urok tego lokalu tkwi właśnie w tym, że to nie jest zwykła restauracja. Wchodząc do Chez Nicolas, wchodzi się do domu człowieka pełnego pasji, który całym sercem kocha dobre jedzenie. I przy okazji ma talent do wydobywania esencji smaku i wynajdywania najwyższej jakości produktów. Oby zadomowił się w Krakowie na długo.

Plus: kapitalne produkty, duża elastyczność menu (zawsze można zamówić też wersję wegańską lub wegetariańską), szef kuchni pełen pasji.
Minus: trochę niemrawy kelner, a w przypadku jego braku czas oczekiwania na dania może być nierówny.
Adres: ul. Lwowska 1 | mapa | FB | www
Polecam: na nowe doświadczenie. :)
Średnia ocena: 4 na 5.     Jedzenie – 5/5      Obsługa – 3.5/5       Wnętrze – 3.5/5          Ceny – 4/5

francuska restauracja w Krakowie
francuska restauracja w Krakow
francuska restauracja w Krakowie
francuska restauracja w Krakowie
francuska restauracja w Krakowie
francuska restauracja w Krakowie
francuska restauracja w Krakowie
francuska restauracja w Krakowie
francuska restauracja w Krakowie
francuska restauracja w Krakowie
francuska restauracja w Krakowie
francuska restauracja ostrygi w Krakowie
francuska restauracja ostrygi w Krakowie

3 komentarze :

  1. szkoda tez ze nie ma wyboru win, jest dostepne tylko jedno w cenie 120 zlotych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy ja byłam, były do wyboru co najmniej dwa: białe i czerwone. Nicholas podobno rano chodzi na targ po produkty na dania, a potem dopiero wybiera wino do dań, taki wine pairing, choć faktycznie trochę okrojony. ;)

      Usuń
  2. Fotografie wyglądają nieziemsko i pomijając niemrawego kelnera, może rzeczywiście warto się skusić i poznać trochę Francji od Chińczyka w Polsce. Różnorodność kulturowa z pewnością dobrze wpływa na nowe doznania smakowe! :)

    OdpowiedzUsuń