14 kwietnia 2018

Akita Ramen (Kraków)


Akita wpadała czasem do Krakowa ze swoim food truckiem. Na festiwalach zawsze łatwo było ją znaleźć, bo wyróżniała się najdłuższą kolejką. Najwytrwalsi stali niestrudzenie nieraz w pełnym słońcu, a ja  mniej wytrwała i nie tak cierpliwa  zawsze ustawiałam się do niej jeszcze przed otwarciem, i jako jedna z pierwszych jadłam ramen w ramach późnego weekendowego śniadania.

Po tych szalenie udanych wizytach w Krakowie, Akita postanowiła otworzyć swój pierwszy lokal na Węgłowej na Kazimierzu, gdzie wcześniej działała indyjska restauracja Roti Roti (zamknięta) oraz japońska Hana Sushi (przeniesiona w inne miejsce). Bardzo byłam ciekawa, jak się ma Akita w wersji stacjonarnej, dlatego poszłam tam krótko po otwarciu, a następnie kolejny raz i kolejny  przed napisaniem dla Was tej recenzji chciałam spróbować wszystkich czterech ramenów z karty.

We wnętrzu zagospodarowano przestrzeń do maksimum, instalując na designerskich podporach  wysokie drewniane common tables i zapewniając liczne hokery, by mieć pewność, że wszyscy fani ramenu się zmieszczą. Może nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie, ale ramen nie jest też daniem, które celebruje się godzinami, więc taka organizacja przestrzeni wydaje się optymalna, istnieje też większe prawdopodobieństwo, że nie będzie trzeba czekać na wolne miejsce. Ryzyko napotkania tłumów jest wysokie – przy każdej mojej wizycie lokal był w dużej części zapełniony.

Stacjonarnie Akita może pozwolić sobie na znacznie szersze menu, dlatego oprócz dania flagowego oferuje też przystawki, desery i na przykład… japoński kotlet schabowy. Pozycje bezglutenowe i wegetariańskie wyraźnie oznaczone są w karcie, ale od razu zwracam uwagę, że wegetarianie będą niepocieszeni  w menu nie ma wegetariańskiego ramenu. Do każdego można dokupić dodatki: narutomaki (1 zł), pół jajka (3 zł), makaron (6 zł) oraz mięso (6 zł). Jest to możliwe nawet w trakcie konsumpcji  obsługa bez problemu bierze miskę do kuchni i po trzech minutach oddaje z dodatkową porcją, na przykład makaronu. Pracownicy Akity zasługują na dobre słowo  są uśmiechnięci, przemili i bardzo pomocni w wyjaśnianiu menu i polecaniu dań, a te sprawnie wychodzą z kuchni.

Na starter skusiłam się tylko za pierwszym razem, bo porcje ramenów są dość spore i zwyczajnie nie jestem w stanie zjeść całej zupy i przystawki podczas jednej wizyty. To było kakuni, czyli kawałki ultramiękkiego boczku pieczone w sosie hoisin (14 zł)  dobry wybór dla miłośników fantastycznego, rozpływającego się w ustach mięsa i wyraźnych słodkich nut.

Z ramenów dostępne są: Akita Ramen (wieprzowo-drobiowy bulion shoyu, szarpana łopatka wieprzowa, słodka tykwa, glony wakame, jajko, dymka, nori, sezam i chilli; 29 zł), Chashu Ramen (boczek, kiełki fasoli mung, bambus, czerwona cebulka, wywar shoyu, sezam, dymka, olej sezamowy, jajko, nori; 29 zł), Tricity Ramen (bulion drobiowo-wieprzowy, pak choy, imbir, pikantna marchewka, nóżka z kurczaka w sosie teriyaki; 29 zł), Tonkotsu Ramen (plastry kremowego boczku, grzyby shiitake i enoki, imbir, dymka, nori, jajko ajitsuke, narutomaki, czarny olej mayu; 33 zł).

Trzy pierwsze rameny jako bazę mają ten sam rodzaj bulionu, jednak ich smak zmienia się dzięki różnym  i świetnie  dobranym dodatkom. Wspólnym mianownikiem jest także jajko (zawsze ugotowane w punkt, z cudnie kremowym żółtkiem) oraz alkaliczny makaron, który jest jednym z najlepszych, jakie miałam okazję jeść zarówno w Polsce, jak i w restauracjach specjalizujących się w ramenie za granicą  ma idealną teksturę i jest po prostu szalenie smaczny, choć nie obyło się bez małej wpadki  raz zdarzyło się, że był w jednym miejscu posklejany (przez co lekko niedogotowany), ale przyjmuję, że to jednorazowy epizod.

Bardzo trudno mi jednoznacznie wskazać faworyta, bo wszystkie mi bardzo smakują, ale gdybym musiała polecić coś osobie, która pierwszy raz wybierze się do Akity, to byłby to albo Akita Ramen, albo Chashu. Zarówno szarpana łopatka, jak i chashu są doskonałe, ale ten opalany boczek to spełnienie marzeń miłośników mięsa, ma wprost perfekcyjną teksturę i smak, przy którym można się wzruszyć!

Ramenowi Tricity nie mam nic do zarzucenia, wręcz przeciwnie: ujęła mnie nóżka z kurczaka w słodkim sosie teriyaki z soczystym, supermiękkim i cudnie odchodzącym od kości mięsem oraz fajnie kontrastująca, wyczuwalna ostrość marynowanego imbiru. Tonkotsu z kolei to smakowa petarda, wyraźnie gęstszy, jeszcze bardziej intensywny, tłuściutki i mniej klarowny, ale też jednocześnie bardziej sycący i cięższy. Jest gotowany na samych wieprzowych kościach przez 30 godzin i dostępny w ograniczonej liczbie porcji. To coś dla prawdziwych ramenowych smakoszy.

Akita obecnie jest dla mnie numerem jeden w mieście, chociaż nie ma w menu ramenu z jednym z moich ulubionych dodatków, czyli z pastą sezamową. Mimo to te akiciarskie smaki bardzo, ale to bardzo mi odpowiadają i mam wrażenie, że są bardzo dopracowane. Wiem jednak, że rameny mogą być przeróżne, co ramenownia to inny ramen, a i tak wszystko jest kwestią wyobraźni w kuchni i gustu jedzących, więc pytam: gdzie Wy najbardziej lubicie jeść ramen w Krakowie? :)

Plus: świetnie skomponowane rameny, intensywne smaki, doskonały makaron!
Minus: nieco niewygodne hokery na dłuższą wizytę. 
Adres: ul. Węgłowa 4 | mapa | FB
Polecam: wypad ze znajomymi; na ramen w Krakowie!
Średnia ocena: 4.75 na 5.     Jedzenie – 5/5      Obsługa – 5/5       Wnętrze – 4/5          Ceny – 5/5

gdzie na ramen w Krakowie

gdzie na ramen w Krakowie

gdzie na ramen w Krakowie

gdzie na ramen w Krakowie

gdzie na ramen w Krakowie




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz