8 czerwca 2018

Tel Awiw – gdzie zjeść?


Plan był taki, że nie dowiem się, dokąd lecę, aż do momentu lądowania. Dzięki omijaniu wzrokiem ekranów i słuchawkom na uszach prawie mi się to udało. Niestety nie przewidziałam jednego wyświetlacza, który, tuż przy wejściu do lotniskowego autobusu, świecił dużym czerwonym napisem, którego nie dało się nie zauważyć: Tel Aviv!

tel aviv jedzenie restauracje


Jako że ten wyjazd to była dla mnie niespodzianka, siłą rzeczy w ogóle się do niego nie przygotowałam, ale doskonale zrobiła to osoba mnie porywająca, która wybrała kilka najważniejszych adresów. :) Resztę kulinarnej wycieczki mieliśmy zaplanować wspólnie na miejscu. Od razu powiem, że w Tel Avivie jest tyle wspaniale zapowiadających się restauracji, że tę listę “gdzie zjeść” traktujcie wyłącznie jako spis mojej restauracyjnej trasy, częściowo zaplanowanej, częściowo przypadkowej, ale nader udanej. Żeby sprawdzić wszystkie kuszące adresy, musiałabym w Tel Awiwie spędzić ze trzy tygodnie, a nie kilka dni. Oj, i chętnie bym to zrobiła!

HaMinzar (Alenby 60)


Do Tel Awiwu dotarliśmy w sobotę, ni to w porze lunchowej, ni to w porze kolacji, szukaliśmy więc fajnego miejsca na przekąszenie czegoś dobrego i niedrogiego przed zaplanowaną wieczorną wizytą w Mashyi. Nie mogliśmy trafić lepiej – pyszny pieczony batat z fetą i tahini (38 szekli) oraz aksamitny hummus z jajkiem na twardo (25 szekli) w akompaniamencie schłodzonego izraelskiego wina, wśród samych lokalsów, na świeżym powietrzu i na dodatek w złotym świetle zachodzącego słońca był doskonałym startem naszej wycieczki i dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy po podróży. Zapiszcie sobie ten adres, bo jest tam przesmacznie, klimatycznie i niedrogo!

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje


Mashya (Mendeli 5)


Jedna z najlepszych restauracji w Tel Awiwie zawdzięcza swoją renomę szefowi (Yossi Shitrit), który oferuje innowacyjną współczesną kuchnię z wpływami marokańskimi. Nowoczesne, modne wnętrze, świetna atmosfera i wyluzowana, pomocna obsługa sprawiają, że niesamowicie miło spędza się tam czas. Absolutnie każde danie, którego spróbowałam, pod względem smaku było perfekcyjnie dopracowane w najmniejszym szczególe. Było zaskakujące, wzruszające i zapadające w pamięć.

W Mashyi zaczynamy od amuse-bouche, czyli minipity z tahini i szakszuką. Na przystawkę wzięliśmy sałatkę z pszenicy z kolendrą, oliwkami, pomarańczą skrytą pod sashimi z czerwonego tuńczyka (62 szekle) oraz sałatkę, która wyglądała jak – za przeproszeniem – kupka trawy, jednak po wymieszaniu wszystkich składników, czyli drobniutko posiekanej rukoli, daktyli medjool, ananasa, miodu o smaku awokado i kremowego jogurtowego sera (labane), doszłam do wniosku, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie jadłam w ostatnich miesiącach (54 szekle).

Nie inaczej było z kalmarami i krewetkami w egipskim stylu, z dodatkiem zielonej fasoli i topinamburu, gdzie całość genialnie podkreślał nieco cytrusowy drobiowy wywar z kurkumą i sokiem z cytryny (142 szekle). Zachwyciła również krojona soczysta picanha, z wywarem z lokalnych ziół, cebulą i grillowaną... sałatą, podana z kaszą bulgur z karmelizowaną cebulą i aromatycznym cynamonem (98 szekli). Deser – “ciasto” z ricotty z klementynkami, sorbetem z brązowego cukru, liofilizowanymi malinami i płatkami migdałów (48 szekli) – był doskonałym zwieńczeniem kolacji. Koniecznie idźcie, jedzcie i smakujcie. I nie zapomnijcie o rezerwacji z kilkudniowym wyprzedzeniem!

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje


HaKovshim (Ha-Kovshim 48)


Na drugi dzień bardzo chciałam spróbować prawdziwej szakszuki, niestety wszystkie polecane miejsca nie były nam po drodze, ale trafiliśmy do niewielkiego uroczego bistro HaKovshim i byliśmy bardzo zadowoleni z naszego wielkanocnego śniadania. Szakszuka z fetą (54 szekle) i kiełbaską (pikantna! za 53 szekle) została zaserwowana z sałatką z pomidorów i ogórków, tahini i pieczywem. Do tego napar ze świeżych liści mięty i można zaczynać dzień! (Uwaga, jedna szakszuka spokojnie wystarczy na dwie osoby).

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje



Carmel Market – Shuk Ha'Carmel (HaCarmel)


Będąc w Tel Awiwie nie można nie odwiedzić najsławniejszego targu w mieście, czyli Shuk Ha'Carmel. To tam mieści się podobno jedno z najlepszych miejsc na hummus – nazywa się Hummus HaCarmel i wygląda dość charakterystycznie, bo jak... synagoga. Niestety było zamknięte za każdym razem, gdy tamtędy przechodziliśmy. Na pocieszenie jadłam dorodne truskawki i piłam sok ze świeżych granatów i pomarańczy – bardzo polecam połączenie tych dwóch owoców, jest przepyszne i doskonale orzeźwiające w upalne dni (sam granat też uwielbiam, jednak może czasem mieć gorzkawe nuty, a pomarańcza fajnie je przełamuje).

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

Taizu (Derech Menachem Begin 23)


Izraelski szef kuchni Yuval Ben Neriah, zainspirowany podróżami po Azji, w swojej nagradzanej “Asiaterranean restaurant” stawia na fuzję smaków azjatyckich i śródziemnomorskich. Dania podawane są na środek stołu, aby goście mogli się nimi dzielić. Posiłek w Taizu nie należy do najtańszych, ale możecie wybrać się tam – tak jak my – w porze lunchu, gdzie zjecie danie główne plus przystawkę w cenie tego pierwszego (za niektóre pozycje trzeba dopłacić 20 szekli).

Taizu to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. W pamięć najbardziej zapadło mi Wild Fish Ceviche (+20 szekli), czyli ceviche z okonia morskiego z dodatkiem chilli, galangalu, limonki kaffir, kokosa, ogórka, orzeszków ziemnych i oleju chilli – smakowało jak połączenie curry z ceviche, kremowe, pikantne i odświeżające jednocześnie, z mocną nutą limonki, jak na dobre ceviche przystało. Doprawdy ciekawe doznanie. Doskonałe było również Wild Fish Sashimi – sashimi z czerwonego tuńczyka, podawane z trawą cytrynową, karmelizowanymi szalotkami, prażonym ryżem jaśminowym (+20 szekli).

W ramach dań głównych postawiliśmy na bardziej indyjskie nuty, ale w menu znajdziecie smaki całej Azji. Ja jadłam Hummus Koftas, czyli klopsiki z dodatkiem świeżego kokosa, młodych cukinii, tajskiej fasolki, zielonego mango (95 szekli), a mój towarzysz – Rump Steak Masaman z kaszmirskim chilli, galangalem, kokosem, orzeszkami ziemnymi i bazylią (98 szekli). Na deser był grillowany ananas z białą czekolada, kremem waniliowym, donutami i kruszonką (54 szekle). Menu w Taizu jest tak różnorodne i intrygujące, że najlepiej wybrać się tam większą grupą, by spróbować jak najwięcej azjatycko-śródziemnomorskich smaków.

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

Santa Katarina (Har Sinai 2)


Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, aby w trakcie tak krótkiej wycieczki odwiedzić tę samą restaurację dwa razy, niezależnie od tego, jak bardzo mi smakowało za pierwszym razem. Do teraz! Santa Katarina to kulinarne odkrycie naszego wyjazdu i jedno z tych miejsc, które mi uświadamiają, czego tak naprawdę wciąż brakuje w Krakowie i imponują wysokim poziomem prostej, ale doskonałej kuchni.

Koniecznie zacznijcie od jakiegoś drinka, są przepyszne. Mój ulubiony to “Desert Storm” z kokosowym Bacardi, Bacardi Gold, miodem daktylowym, limonką, piwem imbirowym i octem z orzechów pecan (44 szekle). Jeśli tylko będzie w menu, na przystawkę weźcie “Fricassee” – to kanapka z tunezyjskiego pieczywa (smażonego, nieco słodkiego, trochę chrupkiego z zewnątrz) z mięsistym tuńczykiem, pastą dyniową i mocnymi, wyczuwalnymi nutami kiszonej cytryny. Marzę, by ją jeszcze kiedyś zjeść!

Świetnie doprawiony soczysty kebab barani z pieczonymi w piecu taboon warzywami z dodatkiem tahini (82 szekle) to doskonałość w swojej prostocie. Te warzywa cechowały się pełnią smaku, którą wprost trudno mi opisać. Polecam też rybnego kebaba z zieloną salsą, perskim ryżem i arancini z labneh (88 szekli), a na deser krem z mascarpone i semoliny z truskawkami i wodą różaną (“Beirut Nights”, 42 szekle).

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje
Jeśli chcecie spróbować kuchni Santa Katariny w niższej cenie, to wybierzcie się tam w porze lunchu. Serwowany jest z mrożoną herbatą i mnóstwem małych przekąsek w cenie dania głównego. Dostaniecie między innymi jerozolimski bajgel, domowej roboty musabbahę (podawana na ciepło długo gotowana, miękka cieciorka z dodatkiem hummusu, tahini, oliwy, soku z cytryny i przypraw), sałatkę z bakłażana, domowe pikle warzywne, falafele i pieczone warzywa w piecu Taboon z oliwą i pastą sezamową. W ramach dania głównego wybraliśmy musabbahę z kalmarami, tahini, fulem (pastą z bobu) i ugotowanym jajkiem (80 szekli) oraz soczystego kurczaka “M’saheb” z sumakiem i marynowaną czerwoną cebulą (72 szekle). I znowu było przesmacznie.

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje


Santa Katarinę trudno znaleźć, bo nie ma żadnego szyldu. Idąc ulicą Allenby w kierunku ulicy Sderot Rothschild, skręćcie tuż przed Wielką Synagogą w uliczkę w prawo – na wprost zobaczycie ciąg restauracji z ogródkami. Santa Katarina jest na samym końcu po lewej stronie. Restauracja jest pełna lokalsów, rezerwacja jest więc absolutnie konieczna, najłatwiej zrobicie ją przez fan page’a Santa Katariny na Facebooku. Już Wam zazdroszczę!

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

Abu Hassan (Ha-Dolfin 1)


To chyba jedno z najsłynniejszych kulinarnych miejsc na Bliskim Wschodzie. Od ponad 50 lat pod tym adresem powstaje hummus, który przyciąga tłumy i Was też powinien. Nie ma menu, nie ma rachunków, do wyboru są tylko trzy rodzaje hummusu: tradycyjny, z fulem (bobem) i na ciepło, z całymi ziarnami cieciorki (musabbaha). Nie ma się co zastanawiać – należy wziąć wszystkie trzy i się delektować. Ten hummus ma  niewiarygodnie aksamitną i lekką konsystencję – niczym bita śmietana – a w smaku da się wyczuć ewidentną nutę cytryny, może nawet bardziej niż tahiny. Do stolika podawany jest ekspresowo, z pitą i ćwiartkami cebuli. Jeśli kolejka oczekujących na stolik jest zbyt długa, zawsze możecie zabrać hummus z pitami na wynos i usiąść na pobliskim murku lub na schodach, w cieniu jakiejś wąskiej uliczki.

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

Miznon (King George 30)


Miznon często przewija się w przewodnikach po Tel Awiwie w kategorii “street food”, Wy też gorąco polecaliście mi to miejsce. Sercem lokalu jest duża otwarta kuchnia, która pozwala na podglądanie pracy kucharzy, gdy stoi się w kolejce po zamówienie. W oszklonym schowku nad barem piętrzą się ściśnięte, surowe (jeszcze) kalafiory – w Miznonie pieczone są one w całości (z liśćmi) z odrobiną oliwy i podawane na papierze, jedynie z kryształkami gruboziarnistej szarej soli (32 szekle). Wiem, że z opisu nie jest to nic ekscytującego, ale wierzcie mi, to był prawdopodobnie najlepszy kalafior, jaki jadłam w życiu – Eyal Shani, szef kuchni i twórca Miznona oraz kilku innych popularnych kulinarnych adresów, znany jest właśnie z tego, że tworzy niezapomniane dania z najprostszych składników. 

W Miznonie zadowoleni będą zarówno wegetarianie, jak i mięsożercy, bo opcji wege i mięsnych jest w karcie mniej więcej tyle samo. Z tych drugich koniecznie skuście się na tajemniczo brzmiące “Deep satisfaction” (48 szekli), czyli mięsną kanapkę w picie, która spokojnie mogłaby konkurować z wyczynami uwielbianego krakowskiego Meat & Go. Nie przegapcie: po prawej od baru są różnorakie sosy dostępne bez ograniczeń, a także darmowa woda.

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

Olive Korner (Bograshov 35)


Tu trafiliśmy w pośpiechu, głodni i nieco sfrustrowani, że inne miejsce było nieczynne. Zjedliśmy ogromne szakszuki (z bakłażanem i fetą – mniam!), podawane z oliwkami, sałatką i pieczywem (rachunek wyniósł 270 szekli za dwie osoby). Było smacznie, ale ta w HaKovshim smakowała nam bardziej.

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje

tel aviv jedzenie restauracje
tel aviv jedzenie restauracje

Men TenTen Ramen Bar (Yavne 38)


A na koniec spróbowałam jeszcze najlepszego ramenu w mieście (52 szekle). Men TenTen Ramen Bar to dosłownie kopia istniejącego w Tokio ramen baru, łącznie z menu stworzonym przez tego samego japońskiego szefa kuchni, który działa w stolicy Japonii. Porcja  jest tam stosunkowo nieduża, ale to dobra wiadomość, bo oznacza, że nawet w Tel Awiwie znajdzie się miejsce na ramen. ;) 

tel aviv jedzenie restauracje


Odwiedziłam już wiele krajów, mam wiele ulubionych miejsc na świecie i zupełnie nie spodziewałam się, że Tel Awiw tak bardzo mi się spodoba. A jednak czuję, że w moim osobistym rankingu najlepszych miast zajął drugie miejsce, tuż po ukochanej Lizbonie. Na pewno sporo punktów zdobył długą, piaszczystą plażą kontrastującą z turkusem Morza Śródziemnego, ale jedzenie – tak świeże, intensywne, różnorodne, niezapomniane! – sprawia, że to wymarzone miejsce na kulinarną wycieczkę. Pewnie tam jeszcze wrócę, może nawet nie raz. 

Żałuję jedynie tego, że nie udało mi się zjeść w najsławniejszych miejscach z falafelem (Frishman Falafel i Hakosem). Oba miejsca w okresie świątecznym były niestety zamknięte – do każdego z nich zrobiłam trzykrotne podejście o różnych porach i w różne dni, bezskutecznie. Cóż, może Wy będziecie mieć więcej szczęścia, a ja tymczasem już tworzę listę na kolejną wizytę w Tel Awiwie… :)

tel aviv jedzenie restauracje




Gdzie spać w Tel Awiwie?


My nocowaliśmy w Ultra Tel Aviv Boutique Hotel i byliśmy bardzo zadowoleni z tej lokalizacji w centrum miasta – dosłownie kilka kroków od plaży i wszędzie da się dojść na piechotę. Jak zwykle rezerwowałam go przez Booking. Jeśli skorzystacie z mojego linka polecającego do rezerwacji Waszego hotelu (któregokolwiek), to otrzymacie 50 zł zwrotu na kartę kredytową po swoim pierwszym pobycie z Booking.

Inne moje relacje z podróży znajdziecie tutaj. A na Instagramie możecie śledzić je na bieżąco. :)



2 komentarze :

  1. Dania wyglądają obłędnie. I ten klimacie, super ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. W swoim życiu muszę tam pojechać bo jak nie pojadę to się tego nie wybaczę na starość.

    OdpowiedzUsuń