27 sierpnia 2018

Recenzja: Bistro Bazaar (Kraków)


Bistro Bazaar działa od połowy czerwca przy Placu Nowym. Być może pamiętacie, że wcześniej mieścił się tam Mama Resto Bar  miejsce z polską i europejską kuchnią, jakich w Krakowie wiele (może dlatego już nie istnieje...). Bistro Bazaar z kolei to bistro we francuskim stylu i bar winny z ciekawą ofertą europejskich win rzemieślniczych (w tym wiele dostępnych na kieliszki). Przed napisaniem tego tekstu odwiedziłam je dwukrotnie w odstępie około pięciu tygodni.

We wnętrzu dominuje bezpieczne, bo sprawdzone połączenie cegły, drewna i czerni, tworząc estetyczne, przyjemne dla oka, modne wnętrze. Częściowo odkryta kuchnia pozwala na podglądanie pracy kucharzy. Sercem lokalu jest bardzo długi bar, przy którym również można jeść. Ściany zdobią półki wypchane po brzegi winami, a wprawne oko dojrzy też półkę z pieczywem  Bazaar ma na miejscu piekarnię, z której codziennie wychodzą francuskie bagietki i chleby na zakwasie. Wypiekane na miejscu pieczywo serwowane jest do dań z menu.

Otwarte na oścież balkonowe okna, przy których  dość ciasno zresztą  poustawiane są wysokie stoły, byłyby świetnym miejscem na posiłek z widokiem na pełen życia Kazimierz, jednak trudno w lokalu znaleźć miejsce z dala od niezdrowego przeciągu, od którego wolna jest chyba tylko antresola. Obsługa od progu jest bardzo zaangażowana, pomocna, sprawna i uprzejma, nie obyło się jednak bez wpadek: raz kelnerka nie wiedziała, na jakie wino była promocja ogłoszona na Facebooku, za drugim razem kelner nie podał nowych serwetek po wymianie sztućców (i zabraniu zużytych), przy obu wizytach nie wspomniano na samym początku o brakach w menu  poinformowano o nich dopiero w momencie zamawiania dań.

Szefem kuchni w Bistro Bazaar jest Daniel Górniak, który opracował potrawy nierzadko bazujące na lokalnych produktach, których producenci czy dostawcy wymienieni są w karcie z imienia i nazwiska, co się bardzo chwali, bo świetnie jest znać pochodzenie tego, co się je. Tym samym znajdziemy tam na przykład ślimaki od Agnieszki Sakowskiej (które miałam okazję jeść już w Gęsi w Dymie), wiemy, że mąka do pieczywa pochodzi od pana Stanisława Wisiorka z Kleczy Górnej, a kogut z gospodarstwa wiejskiego pod Wiśniczem. Tego ostatniego, podawanego z wędzonym boczkiem (39 zł), niestety nie było mi dane spróbować  podczas obu moich wizyt koguta nie było.

Francuskiej zupie cebulowej z grzanką i serem gruyère (12 zł) trudno by było coś zarzucić, to dobrze wyważona i sycąca zupa. Miło wspominam też jędrnego, pełnego smaku marynowanego śledzia (19 zł) podanego na lekkiej i przyjemnej sałatce z cebulą, chrzanem i kwaśną śmietaną, oraz z odrobinę zaskakującym, aromatycznym palonym ziemniakiem, jakby prosto z ogniska. Mniam!

Nie polecam dorsza bałtyckiego z młodymi ziemniakami, jabłkiem i chrupiącym koprem włoskim (34 zł)  smaki źle tam zagrały, choć doceniam różne tekstury tego dania, a i ryba sama w sobie była poprawna; rozczarowała jednak kwaskowatość porzeczki i, o ile dobrze pamiętam, anyżkowa nuta (chyba dzięki trybuli ozdabiającej danie?), które zbyt mocno wysuwały się tam na pierwszy plan. Crème brûlée na jajkach z wolnego wybiegu (17 zł) też mocno zawiódł  gruba i twarda skorupa przyczyniła się do zerowej przyjemności z jedzenia go, a ilość porzeczek też jakby nie miała sensu, a do tego wygórowana cena.

Znów przejdę jednak do pozytywów  w Bistro Bazaar jadłam prawdopodobnie najlepsze krewetki w Krakowie (teraz 29 zł; wcześniej 25 zł)  smażone, z masłem, czosnkiem, pietruszką i białym winem, były po prostu doskonale jędrne, zarówno podczas pierwszej, jak i drugiej wizyty. Ktoś tam wie, jak je poprawnie przyrządzać, więc jeśli macie ochotę na krewetki w tym mieście, to biegiem! A przepyszne świeże bagietki maczane w pozostałym po skorupiakach maślanym sosie to po prostu czysta, hedonistyczna przyjemność.

Nie do końca rozumiem, co w karcie, w pełni lata, robi boeuf bourguignon (39 zł, wcześniej 34 zł), bo to danie raczej z tych cięższych, jesienno-zimowych. W żeliwnym garnuszku mnóstwo kawałków przesmacznej, przyrządzonej w punkt, perfekcyjnie rozwarstwiającej się wołowiny, trochę grzybów pokrojonych w ćwiartki i odrobina marchewki, a do tego domowa bagietka, znów idealna do moczenia w mięsnym gulaszu. Porcja dość pokaźna, zaryzykowałabym stwierdzeniem, że wręcz dwa razy większa niż… specjalność szefa kuchni z tego dnia, czyli skok z królika (45 zł). Pełen smaku, miękki, bo długo pieczony, w świetnym sosie na bazie musztardy dijon, z kluskami ziemniaczanymi. Brakowało tu jakiejś sałatki, dodatku warzyw, bo jedna maleńka twarda (nie al dente) palona marchewka i garść (w większości niejadalnych) ziół to trochę za mało, by nazwać to danie kompletnym, a cena wydaje się nieadekwatna do porcji.

Jak możecie się domyślić po powyższym opisie, trudno mi wydać jednoznaczny werdykt o Bistro Bazaar. Próbowałam dań, na które bym wróciła, jak i takich, których bym nigdy nie zamówiła ponownie. Choć nie zobaczyłam kulinarnych fajerwerków, chcę wierzyć, że potencjał na dobre gotowanie jest tam duży, a niektóre dania wymagają jedynie dopracowania. Ot, tu czegoś za mało, tu za krótko, a tam trochę inaczej  i byłoby przecież bardzo przyzwoicie. Będę obserwować ten adres.

Szef kuchni: Daniel Górniak
Plus: dobre lokalne produkty, ładne wnętrze, duży wybór ciekawych win na kieliszki.
Minus: ciasno poustawiane, małe stoliki; niektóre dania niedopracowane, małe wpadki obsługi.
Adres: ul. Meiselsa 24 | mapa | FB 
Polecam: na wyjście z przyjaciółmi; na wino; na krewetki.
Średnia ocena: 4.13 na 5.     Jedzenie – 4/5      Obsługa – 4/5       Wnętrze – 4.5/5          Ceny – 4/5

restauracja bistro bazaar kazimierz
restauracja bistro bazaar kazimierz

restauracja bistro bazaar kazimierz

restauracja bistro bazaar kazimierz

restauracja bistro bazaar kazimierz

Bistro Bazaar Krakow opinie

Bistro Bazaar Krakow opinie

Bistro Bazaar Krakow opinie
*



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz