27 maja 2011

U Samuraja i Śląskiej Baby (Mysłowice)

Tak jak istnieją pisarze jednej książki czy reżyserzy jednego filmu, „U Samuraja i Śląskiej Baby” to „restauracja jednego kuponu”. Dam sobie głowę uciąć, że gdyby nie kilka portali oferujących usługę zakupów grupowych, 99% klientów, którzy w ostatnich miesiącach odwiedzili to miejsce, w ogóle by o nim nie usłyszało. 
I niewiele by stracili.

Już od samego początku można było przewidzieć, że coś tu nie gra. Nikt, tak po prostu, nie oferuje sushi w cenie 10 zamiast 100 złotych. Tak jak nikt, kto ma odrobinę wyobraźni, nie korzysta z usług kilku wyżej wymienionych portali jednocześnie, oferując astronomiczny wręcz limit kuponów – 10 000 sztuk. To w żaden sposób nie mogło skończyć się dobrze.

Jako że jestem absolutną sushiholiczką, nie mogłam przepuścić takiej okazji. Szybko zerknęłam na ceny sushi na stronie restauracji, zwołałam rodzinę i znajomych i zakupiłam kilka kuponów. Zapał ostudził mi zapis, że jeden kupon mogą wykorzystać minimum dwie osoby, ale w końcu 5zł zamiast 50 też robi wrażenie.

Pierwszy raz do Samuraja i Śląskiej Baby wybrałam się w środku srogiej zimy. Restauracja znajduje się na kompletnym odludziu, właściwie w środku wielkiego parku, a po drodze nie ma żadnego oznakowania. GPS się gubi, a do celu dojeżdża się szczęśliwym trafem, bo wielki plakat głoszący „Zderzenie kultur” można zobaczyć dopiero przy wejściu.

Trzy kupony połączyliśmy w jeden, co dało wartość 300 zł, i mimo to najedliśmy się średnio. Sushi bez rewelacji. Kawałki maleńkie, wręcz maciupeńkie, podane na trochę wiejskiej tacy lustrzanej (która chyba miała robić wrażenie, że kawałków jest dwa razy więcej). Zresztą wystrój całego lokalu pozostawia wiele do życzenia – ani to śląski, ani japoński klimat; raczej weselno-komunijny. W lokalu było też tak zimno, że marzyliśmy tylko o tym, by wrócić co nagrzanego auta.

Druga wizyta, kilka miesięcy później, należała do udanych tylko dlatego, że spędziłam czas w świetnym towarzystwie. Tym razem lokal był pełen – nie dziwne, bo koniec maja zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim data ważności tych wszystkich potencjalnych 40 000 kuponów. I tak mieliśmy szczęście, że udało nam się zarezerwować dziesięć miejsc w miarę normalnych godzinach, a nie, na przykład, śniadaniowych. Jednak na tę dogodność można było liczyć dokonując rezerwacji z dwutygodniowym wyprzedzeniem.

Mimo lokalu wypchanego po brzegi, wszystkich gości obsługiwała jedna kelnerka, dlatego (pomięte) karty dostaliśmy po dziesięciu, a napoje po dwudziestu minutach. Gdy otworzyłam menu i zobaczyłam dwa rodzaje cen – jedne zwykłe, a drugie ze „Złotą Kartą”, dwa razy niższe ("Złota karta do nabycia w lokalu w okazyjnej cenie 20 zł zamiast 1000 zł") – wiedziałam, że coś tu nie gra. Menu zdecydowanie uległo zmianie, i to na niekorzyść klienta. Kiedy dowiedzieliśmy się, że, jakimś cudem, nie możemy już łączyć kuponów, i po wysłuchaniu tego, że gdyby można było, to właściciel by zbankrutował, zdecydowaliśmy się na cztery zestawy Kyoto (8x uramaki, 6x futomaki, 4x nigiri, 2x sashimi) i jeden zestaw Sakura (16x uramaki, 12 x hosomaki, 12 x futomaki). Pierwszy za 85 zł, a drugi za 130 zł. I tu widać bardzo ciekawą rzecz: albo tracimy 15 zł, albo dopłacamy 30 (inne opcje były jeszcze bardziej niekorzystne). Sprytne, nieprawdaż?

Sądząc po liczbie klientów w lokalu, myśleliśmy, że na zestawy poczekamy co najmniej godzinę, ale, ku naszemu zadowoleniu, sushi dotarło do stolika stosunkowo szybko. Niestety – znowu bez rewelacji. Brak różnorodności w zestawach, wydaje się, że wszystko smakuje tak samo, a kawałki wciąż są maleńkie. Mimo przesadnie wysokich cen (bo któż może posiadać tę całą „Złotą Kartę”?), w restauracji trzeba zapłacić gotówką, bo terminala ani śląska baba, ani samuraj, nie mają. Ale właściwie nic nie szkodzi, bo i tak zdrowo myślący człowiek nie skusi się na zestaw składający się z 54 kawałków w cenie 290 zł.

Ale czego można było się spodziewać po lokalu serwującym jednocześnie i sushi, i śląską roladę? Być może pomysł był oryginalny, ale najzwyczajniej w świecie nie sprawdził się. Dlatego ten lokal zostawiam miłośnikom opalania na pobliskiej trawce i głęboko wierzę, że amatorzy imprez komunijno-weselnych znajdą tu swoje miejsce. Ale, coś czuję, oni sushi na pewno nie zamówią.

Plus: lokalizacja, parking, szybkie wydawanie dań.
Minus:
dziwaczne promocje, nieatrakcyjne wnętrze, drogie sushi, płatność tylko gotówką, powolna obsługa.
Polecam:
nie polecam.
Adres:
Al. Spacerowa 21 (zobacz mapę).
Ocena:
2/10

KOLEJNA WIZYTA: 14.05.2012 
U Samuraja i Śląskiej baby w moim przypadku jednak nie było "restauracją jednego kuponu". Znajomi przekonali mnie do kolejnej wizyty w tym dziwnym miejscu, z kolejnym kuponem (tym razem: sushi w opcji "jedz ile chcesz"), prawie rok po napisaniu powyższej recenzji. Jedna z rzeczy, która pozostała niezmieniona to horrendalne, abstrakcyjne wręcz ceny, które wymuszają na kliencie zakup specjalnej karty, dzięki której ceny sushi w tajemniczy sposób zmniejszą się o połowę (czyli osiągną taki poziom, jaki powinny mieć od samego początku, bo nikt normalny nie zapłaci wartości przed rabatem). Obsługę ciężko dorwać i nie jest najsympatyczniejsza, ale zamówienie realizowane jest dość szybko, choć z małymi potknięciami (przykładowo, do żadnej z trzech herbat zamawianych w różnych odstępach czasu nie otrzymaliśmy cukru). Wnętrze odrobinę się zmieniło: mam wrażenie, że przemalowano ściany i zawieszono stylowe lampy, ale niewiele to pomaga, bo szczegóły niestety nadal psują ogólne wrażenie (największym zaskoczeniem było podanie pojemniczków na sos jako czarki do herbaty - zdjęcie poniżej). A ogólne wrażenie jest takie, że delektujemy się sushi obok ludzi jedzących rolady, i niezależnie od tego, jak rewolucyjny zdawałby się ten pomysł, nie jest to zbyt trafne połączenie. Trzeba jednak przyznać, że sushi w U Samuraja i Śląskiej Baby znacznie zyskało na jakości, co jednak nie znaczy, że osiągnęło wymagany poziom - wiele mu jeszcze brakuje do jakości prezentowanej przykładowo przez znane krakowskie bary. Wpadki (a może raczej przemyślane chwyty mające na celu jak największą oszczędność, a co za tym idzie - zysk?) takie jak paluszki krabowe zamiast krewetek w futomakach albo o dwa razy więcej ryżu w rolkach (przypominam, że to opcja "all you can eat"!) nie powinny dziwić w lokalu, który przecież słynie ze sztuczek (nie zapominajmy o Złotej Karcie). Dlatego tym razem wyszłam z lokalu najedzona, ale mimo wszystko zniesmaczona. To miejsce albo zmieni strategię, albo do końca swojego (pewnie już krótkiego) istnienia będzie musiało sprzedawać się przez... kupony.



6 komentarzy :

  1. Aż szkoda, bo nazwa/plakaty/komiksy wyjątkowo oryginalne i niedrętwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre sushi polecam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już jestem tam po 3 wizytach, ze swoją drugą połówką + zawsze inna para. Za każdym razem wychodzimy zadowoleni. Sushi moim zdaniem i znajomych bardzo dobre, świetnie podane i wyśmienite w smaku. Nie wiem jak autorka może twierdzić że wszystkie smakują tak samo, chyba coś nie tak z kubkami smakowymi? Albo brak korzystania z imbiru? Zgodzę się że lokal nie ogrzewany, wystrój dość przyjemny - nie krzykliwy. Wpadnie w oko każdemu. Ceny z menu przerażają, aż przypomina mi się historią ze "szklaneczką" 0,2ml wody mineralnej w cenie 5zł... więc poza zakupem za kupon, lub dopłatą do kuponu lepiej NIC więcej nie zamawiać.
    Zgodzę się że lokal jest na ... tam już nawet psy dupami nie szczekają.
    Reasumując sushi bardzo dobre, ceny za wysokie.

    OdpowiedzUsuń
  4. byliśmy dzis u Samuraja... 4 osoby. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że trudno dojechać-droga prosta, asfaltowa. Trzeba jechać ul Spacerową od skrzyżowania w pobliżu ul. W. Roździeńskiego i nie ma problemu. Mijamy to skrzyżowanie, jedziemy prosto. Po lewej str mijamy znak drogowy informujący, że w niedalekiej odległości,należy będzie skręcić w lewo gdzie znajduje się reatauracja. I tak też było... Polecam jednak nie wjeżdżać w lewo tylko zatrzymać się przy tymże zakręcie, gdzie znajduje się parking. Okolica przepiękna. Restauracja wewnątrz ładna. Sushi odpowiednie - i wielkościowo i jakościowo. Ceny - gdyby nie kupun duuuuuużo za duuuże. Do tego zamówiliśmy kawę z ekspresu - w cenie 10 zł. Na podanie trochę się czeka. Co do cukru - mają z tym problem - chyba jest jedna cukierniczka albo ze 2 na całą salę. Wszystko byłoby OKI gdyby nie te mega wydokie ceny...drodzy właściciele

    OdpowiedzUsuń
  5. Bylismy tam z mężem i teściami ostatnio niemal rok temu ale również uważam, że autorka bloga przesadza z oceną. Kawałki sa odpowiednie żeby je zgrabnie włożyc do buzi na raz a i smak jest dobry. Również jestem miłośniczka sushi więc nie rozumiem co Pani tak nie pasowało. Lokal troche chlodny a wystrój skromny ale jak najbardziej odpowiedni. Faktem jest jednak cena. Jak na taka lokalizację również uważam, że to lekka przesada dlatego bywamy tam tylko jak sa kupony.
    A na wspaniałe sushi i inne orientalne przysmaki w przyzwoitych cenach zapraszam do Bytomia do restauracji Nihonto.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja tam byłam na śląskich przysmakach i nie polecam, jedzenia wbrew zapowiedzią było niewiele, mięso wysuszone, a jako że była zima to wszystkich to nawet cieszyło bo można było szybko uciekać i się ogrzać w samochodzie.

    OdpowiedzUsuń