2 września 2011

Specjały Regionalne (Warszawa)

Nowy Świat w Warszawie. Najdroższa ulica handlowa w Polsce. Liczne sklepy, restauracje, kawiarnie i puby. Śpieszymy się, więc chcemy wybrać coś niedrogiego i blisko hotelu. Przechodzimy kawałek, bo bar sushi odstrasza   już na plakacie widzę te horrendalne ceny. Zaraz obok coś dziwnego, bo nie wiem, czy to sklep, czy restauracja, ale "ogródek" całkiem przyjemny (drewniane stoły i wełniane pomarańczowe obrusiki), więc siadamy w Specjałach Regionalnych.

Karta niezbyt bogata, co przemawia za tym, że to bardziej sklep. Spoglądam do środka i faktycznie widzę przeszkloną lodówkę i zapełnione półki. Napis kredą na tablicy przy drzwiach oznajmia, że kupić tam możemy na przykład pomidory wprawdzie drogie, ale w końcu to sklep z regionalnymi, ekologicznymi produktami. Co z kolei przemawia za tym, że może to być dobra restauracja.

Nie jesteśmy zbyt głodni. Niebawem musimy jechać na lotnisko, więc czasu mamy mało. Miła kelnerka przychodzi po kilku długich minutach, ale mimo to cierpliwie zamawiam naleśniki ze szpinakiem i śmietaną (ok. 20 zł). Podobnie czyni dwójka moich towarzyszy, ale pech chciał, że trzeciemu zachciało się białej kiełbasy z grilla i, jak okazuje się później, to właśnie przez nią  o mało co (a dokładniej o cztery minuty) nie spóźniliśmy się na samolot.

Oczekiwanie na zwykłe naleśniki ze szpinakiem umilam sobie pijąc chyba najdroższą herbatę miętową na świecie, ale jednocześnie jest to też najprawdziwsza herbata miętowa, jaką miałam okazję pić. W ładnym, białym dzbanuszku na wrzątku pływają sobie bowiem całe listki mięty, co daje bardzo wyrazisty, intensywny eko-smak. A mam okazję spróbować jej dlatego, że okazało się, iż lemoniada, o którą poprosiłam najpierw, jest, cytuję, "jeszcze ciepła" (zdziwiona, zasugerowałam wtedy wrzucenie kilku kostek lodu, ale kelnerka oświadczyła, że lodu nie mają, więc, z jeszcze większym zdziwieniem, zamówiłam herbatę).

Po kilku(nastu) minutach kelnerka z uśmiechem na ustach oznajmia, że jeszcze chwileczkę, że czekają tylko na kiełbaskę, a naleśniki są gotowe. Po kolejnych kilku(nastu) minutach wraca i mówi, że "mają problem" z tą kiełbaską i proponuje inną. No skoro mają problem, to nic nie poradzimy, i towarzysz numer trzy z ciężkim sercem, ale i pragnieniem dotarcia na lotnisko na czas, zgadza się na zamianę. Kelnerka, aby udać, że sytuacja z kiełbaską nie psuje atmosfery, proponuje nam degustację kwasu chlebowego. To sprytne zagranie nie robi jednak na nas większego wrażenia.

Gdy herbata jest już zimna, mogę w końcu zjeść mój obiad. Dwa, niezbyt duże, ale całkiem niezłe naleśniki (śmietana podawana osobno, co mnie cieszy) pochłaniam w tempie ekspresowym. Czy są warte swej ceny? W Krakowie zjadłabym takie za 10 zł, no ale tu może szpinak jest świeży, eko i regionalny, a nie mrożony? Pytam z ciekawości kelnerkę, a ona pyta w kuchni i okazuje się, że tak to świeży szpinak, tyle że drobno przez nich zmielony. Ach, ta moja naiwność! Przecież wszyscy wiemy, że nie mogła odpowiedzieć inaczej.

Przy zbieraniu talerzy słyszymy słowa przeprosin, a pani słyszy, że prawdopodobnie spóźnimy się na samolot. Musiało ją to poruszyć, bo wraz z rachunkiem przynosi cztery śliczne, przepyszne babeczki. Mimo to napiwku nie dostaje. Choć ja wiem, że to nie jej wina, że mieli ten problem z lemoniadą, lodem i kiełbasą, ale cóż, taka to już praca, że niejako odpowiada się za błędy innych. Do Specjałów Regionalnych już nie wrócę chyba, że na herbatę.

Plus: najlepsza herbata, próby rozładowania negatywnej atmosfery.
Minus:
czas oczekiwania, ceny, niedostępne pozycje z karty, brak strony internetowej.
Polecam:
na herbatę.
Adres: Nowy Świat 44 (zobacz mapę).
Ocena:
4/10.

5 komentarzy :

  1. sympatyczny blog, bede wpadac ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. degustacja kwasu chlebowego to "sprytne zagranie" które "nie zrobiło wrażenia", babeczki w rewanżu to też mało? A co powinna zrobić kelnerka wg autorki? Paść na kolana? Nie wystawić rachunku? Strach autorkę gościć w swoich progach, bo zapewne i trawa będzie za mało zielona.
    Wpis niemerytoryczny i subiektywny a nastawienie - roszczeniowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. ŁamAga: oczywiście, że wpis jest subiektywny - takie z definicji są recenzje.
    Tekst napisałam dawno temu, ale pamiętam, że wciąż pod wpływem negatywnych emocji, ktore związane były z bardzo długim czasem oczekiwania. Kwas chlebowy był tuż obok nas i pewnie dostawał go każdy gość, dlatego nie zrobił wrażenia, a babeczki to za mało, by za taką obsługę dostać napiwek (który zresztą i tak nigdzie nie jest obowiązkowy), nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
  4. hmmm - a ja przyznam jestem trochę zdziwiona wpisem, bo sama ostatnio przypadkiem trafiłam do tego samego miejsca. Ja z kolei zamówiłam placki ziemniaczane - mieli jakąś promocję w ramach Dnia Ziemniaka czy coś takiego - never minnd. Na placki czekałam, nie wiem, moze z 15 minut (ale to maks), śmietana podawana również osobno :) a placki - lol, nie taplały się w oleju, dobrze doprawione. Stąd jestem nieco zaskoczona co tu przeczytałam, no ale może z biegiem czasu sporo się tam też zmieniło, porównując- na lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. niestety, w tym lokalu kucharki palą papierosy a kelner podaje lewy alkohol. Dodać smród od samochodow i koniec ze smakiem regionalnym !

    OdpowiedzUsuń