26 października 2018

Recenzja: Ristorante Sant'Antioco (Kraków)


Zaraz po kuchni polskiej, to włoskich adresów w Krakowie mamy najwięcej. Mimo to na mojej liście polecanych restauracji od dawna mam tylko dwa: Aqua e Vino oraz Del Papa (w tym ostatnim podobno zaszły zmiany, koniecznie muszę sprawdzić, jak tam teraz karmią). Uważnie rozglądam się za czymś, co choć w połowie przypominałoby moją ulubioną włoską restaurację w Polsce  Le Chalet. Pełna nadziei trafiłam więc do Sant’Antioco.

Sant’Antioco mieści się w trzygwiazdkowym hotelu Mikołaj na Starym Mieście i wygląda na to, że działa tam już od prawie roku. Specjalizuje się w kuchni sardyńskiej oraz śródziemnomorskiej i – patrząc na jej facebookowy profil  w serwowaniu swoim gościom gór owoców morza. Na wejściu powitała nas sympatyczna obsługa, Ramazotti w głośnikach i nieprzyjemne, duszące zapachy z kuchni. Nasz zarezerwowany stolik mieścił się w wąziutkiej sali z barem  utrzymanej w szarych tonacjach, schludnej i raczej eleganckiej. Oprócz czarno-białych fotografii na ścianach, nie ma za bardzo na czym zawiesić oka, ale warto zwrócić uwagę na ładny oliwkowy sufit z motywami kwiatów. Oboje jednak zgodnie stwierdziliśmy, że wnętrze jest mało przytulne. Nie wiem, czy to przez niewielką ilość naturalnego światła (w sali jest tylko jedno okno), nieodpowiednie oświetlenie, czy może wrażenie ciasnoty (stoliki poustawiane są w niedużych odległościach i same w sobie są małe  tak małe, że miseczki na puste muszle nieomal się na nim nie zmieściły, a gdybyśmy zamówili butelkę wina, chyba musielibyśmy postawić ją na parapecie).

Poza standardowym menu, dostaliśmy również menu dnia z szesnastoma (!) pozycjami. To z niego wybraliśmy nasze przystawki: sashimi z tuńczyka z suszonym sardyńskim kawiorem i pistacją (39 zł) oraz tatar z tuńczyka z pomarańczą, oliwkami, czerwoną cebulą i odrobiną posiekanej sałaty (38 zł). Przy tym drugim kucharz mógłby sobie darować dodatek zupełnie przecież zbędnych kiełków o wątpliwych walorach dekoracyjnych i smakowych. Czy nie lepiej pozwolić gościom skupić się na doskonałej rybie? Z tych dwóch przystawek moim zdecydowanym faworytem było sashimi, które ze względu na drobno pokruszone pistacje i suszony kawior w proszku dodał daniu ciekawej głębi, jednocześnie ani trochę nie przyćmiewając fantastycznej ryby.

Z menu del giorno skusiliśmy się też na gnocchi z migdałowym pesto i małżami. Omułki przygotowane zostały w punkt, pomidorki przełamywały smaki i dodawały daniu lekkości, a suszony kawior ponownie je podkręcił. Gnocchi jednak nie były domowej roboty (co później potwierdził kelner)  jak na mój gust były twardawe i zbyt lepkie, by dawać stuprocentową przyjemność z delektowania się tym daniem. Jednak jako całość było ono wystarczająco satysfakcjonującym doświadczeniem  wybroniły je sos i dodatki.

Czarne ravioli z owocami morza i sosem ze świeżych pomidorów (52 zł) wywołały niekontrolowany uśmiech na mojej twarzy. Aż zapytałam współtowarzysza, czy jestem nadal w Krakowie, czy już na Sardynii. Prezentacja znowu pozostawiała wiele do życzenia (znowu te kiełki…), ale tak “domowo” podane dania w przeciętnej włoskiej restauracji to akurat rzecz normalna. Natomiast czarne ravioli były absolutnie fenomenalne  cieniutkie ciasto, smaczne, ugotowane w punkt, po brzegi (dosłownie!) wypchane nadzieniem z owoców morza. Oprócz tego na nich piętrzyły się pokaźne krewetki (nieco przeciągnięte  fakt), świetne małże, pokrojone w paski jędrne kalmary. Co jak co, ale to danie akurat było warte tych pięćdziesięciu dwóch złotówek.

Na koniec rozważaliśmy deser, i to jeden z tych za 37 zł, jednak obsługa nagle zupełnie o nas zapomniała, mimo że próbowaliśmy wyłapać ją wzrokiem przez dłuższy czas (nie jest zbyt liczna, a akurat do lokalu weszła grupa turystów...). Trudno  w pamięci zapadły doskonałe ravioli i słodziutki likier czekoladowy, który dostaliśmy wraz z rachunkiem, i który z powodzeniem może zastąpić deser. Podsumowując: Sant'Antioco po jednej wizycie jeszcze nie zasługuje na listę moich polecanych włoskich miejsc w Krakowie, ale w kategorii “ryby i owoce morza” jest mocnym kandydatem.

Plus: ogromny wybór dań z owocami morza.
Minus: ciasne, mało przytulne wnętrze (sala z barem); prezentacja dań.
Adres: ul. Mikołajska 30 | mapa | FB | www
Polecam: miłośnikom ryb i owoców morza.
Średnia ocena: 3.75 na 5.     Jedzenie – 4/5      Obsługa – 4/5       Wnętrze – 3/5          Ceny – 4/5

restauracja sardynska w krakowie

restauracja sardynska w krakowie

restauracja sardynska w krakowie

restauracja sardynska w krakowie



*

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz