18 stycznia 2017

Spaghetteria Pizza & Pasta (Kraków)


Niecały rok temu Spaghetteria Pizza & Pasta przy ulicy Kobierzyńskiej zmieniła właściciela i przeszła całkowitą metamorfozę, która sprawiła, że obecnie lokal mocno wyróżnia się w tej części Krakowa; kusi modnym industrialnym i jasnym wnętrzem z wysokim sufitem, czarno-białą szachownicą na podłodze i połączeniem drewna, betonu i metalu. Dawno nie pisałam recenzji restauracji spoza centrum miasta, padło więc na Ruczaj i nową odsłonę Spaghetterii.  

Ale wnętrze to nie jedyna rzecz, która wyróżnia to miejsce  w okolicy chyba nie ma lokalu, który oferuje makarony domowej roboty (z jajek “jedynek”) i pizzę na własnym żytnim zakwasie w wersji pszennej i orkiszowej. Oprócz pizzy i makaronów w menu są także burgery, sałatki i inne dania główne, w tym kilka propozycji dla dzieci. Nie jest to stricte restauracja włoska, raczej lokalne, ładnie wyglądające bistro, które ma przypaść do gustu szerszemu gronu. Bardzo doceniam takie starania o tworzenie ładnych i ciekawych kulinarnie miejsc z daleka od centrum Krakowa.

Na początek miałam ochotę na rozgrzewającą zupę, która byłaby idealnym antidotum na panującą na zewnątrz pogodę. (Biorąc pod uwagę prawie dwudziestostopniowy mróz, aż zachciało mi się śmiać na widok chłodnika z botwinki w karcie.). Zaczęłam więc od ribollity (8 zł) ze specjalnej wkładki  ta włoska zupa fasolowa z marchewką, selerem naciowym i pomidorami była sycąca, lekko pikantna i bardzo domowa, ale jej smak szybko wyleciał mi z pamięci. Żadna przystawka nie zainteresowała nas na tyle, by się na jakąś skusić, zamiast tego zamówiliśmy więc ręcznie robione ravioli z szynką parmeńską i ricottą (22 zł). Nie obraziłabym się, gdyby miało cieńsze, bardziej delikatne ciasto na obrzeżach, a zamiast rukoli palone masło z szałwią. Ta mała modyfikacja zupełnie zmieniłaby charakter tego dania, i z dobrego, ale przeciętnego, przerodziłoby się w coś, na co warto byłoby wracać. 

Ręcznie wyrabiane tagliatelle “ala amatriciana” ze smażonym boczkiem, cebulą, pietruszką, sosem z pomidorów pelati i parmezanem (18 zł) było rozczarowujące. W smaku dominowała tylko pikantność (na temat której opis dania w karcie nic nie zdradził, a powinien), a makaron był suchy, posklejany i aż prosił się choć o kilka kropli oliwy. Gicz jagnięca (36 zł) ze specjalnej wkładki zazwyczaj podawana jest z ziemniakami gratin, które akurat się skończyły (tak jak żeberka, które chcieliśmy zamówić w pierwszej kolejności); kelnerka zaproponowała w zamian frytki belgijskie. Danie zaserwowano z sosem z koziego sera o mało apetycznej konsystencji, który wątpliwie przyozdabiał również lekko zimne i pozbawione smaku carpaccio z pieczonego buraka. Mięso o lekkim aromacie rozmarynu było miękkie i poprawne, ale mało porywające. Ot, danie, obok którego mogłabym przejść obojętnie. Na tym etapie mocno żałowałam, że nie zamówiliśmy burgerów (na pobliskich stolikach prezentowały się naprawdę apetycznie).

Na deser, również z wkładki, zamówiliśmy tiramisu z limoncello (14 zł). Czekaliśmy jednak na niego tak długo, że ochota na coś słodkiego zdążyła już minąć, ale było warto, bo to tiramisu okazało się zdecydowanie najjaśniejszym punktem wizyty  równomiernie nasączony biszkopt, smaczny, delikatny krem, z góry lekka warstwa kakao i kawałki kandyzowanej skórki cytryny. Klasyka bez szaleństw, ale w świetnym wykonaniu. Mogę nawet wybaczyć zaserwowanie w (obciachowym już) słoiku. Obsługującej nas kelnerce mogę zarzucić tylko to, że ociągała się z podaniem deseru i zapomniała o przyniesieniu nowej pary sztućców po tym, gdy zjedliśmy przystawki; choć sprawiała wrażenie nieco przestraszonej w kontakcie z gośćmi, była bardzo uprzejma i zawsze uśmiechnięta. 

Spaghetteria na początku naszej wizyty była niemal pusta, ale gdy wychodziliśmy, a była to pora obiadowa, pękała już w szwach, a nowi goście ciągle pojawiali się w progu, wypatrując wolnego stolika. Większość zajadała się burgerami, pizzą i makaronami, i wiele osób sprawiało wrażenie, że nie były tam pierwszy raz. Podejrzewam, że to popularny adres zarówno dla okolicznych mieszkańców, jak i tych, co są tylko przejazdem. Choć siedzi się przyjemnie, bo wnętrze jest całkiem miłe dla oka, w daniach, które zamówiliśmy, brakowało smaku, pomysłu i dopracowania na tyle, że powrotu nie mam na razie w planach. 

Plus: wystrój wnętrza.
Minus: małe wpadki obsługi, przeciętne jedzenie.
Adres: ul. Kobierzyńska 142a | mapa | FB | www
Polecam: -
Średnia ocena: 3.75 na 5.     Jedzenie – 2.5/5    Obsługa – 4/5      Wnętrze – 4.5/5    Ceny – 4/5







*

4 stycznia 2017

10 najlepszych dań 2016 roku + podsumowanie


Oto jeden z najważniejszych wpisów na moim blogu  podsumowanie i lista najlepszych dań z krakowskich restauracji zrecenzowanych przeze mnie w 2016 roku.



Nowe miejsca

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy poinformowałam Was o ponad 60 nowych krakowskich restauracjach, food truckach i ciekawych kawiarniach. Część z nich niestety zdążyła się zamknąć, zanim ja zdążyłam do nich zajrzeć na recenzję... Powstało za to kilka fantastycznych adresów, pod które dotarłam i które  miejmy nadzieję  utrzymają się na rynku jeszcze przez długie lata. Listę wszystkich nowych miejsc, o których wspomniałam w 2016 roku, możecie zobaczyć tutaj.

Zestawienia

Nie chcę nazywać tych zestawień rankingami, bo zawarłam w nich najlepsze adresy w mieście, spośród których bardzo trudno wybrać absolutnych faworytów. W 2016 roku stworzyłam dla Was następujące zestawienia: najlepsze miejsca na śniadania w Krakowie, najlepsza pizza w Krakowie oraz najlepsze lody. To ostatnie koniecznie zapiszcie i otwórzcie za kilka miesięcy  przyda się!



Oprócz tego staram się zawsze aktualizować zakładkę “Co polecam?” czyli moje rekomendacje miejsc w Krakowie na każdą okazję i każdą kieszeń. To taki podręczny przewodnik powstały w odpowiedzi na mnóstwo maili, które od Was dostaję z zapytaniami i prośbą o polecenia. W tym roku przygotowałam też wersję angielską Where to eat in Krakow”  będzie mi miło, jeśli podeślecie ją swoim znajomym, którzy nie mówią po polsku, ale dobrze zjeść w Krakowie lubią. :)

Degustacje

Mam też dla Was podsumowanie ciekawych degustacji, na których byłam gościem (na nieciekawe albo się nie wybieram, albo o nich nie piszę). W marcu była to degustacja toskańskiego menu w Pino, w maju miałam okazję sfotografować dla Was nowe menu w Andromedzie Alfa, w maju odwiedzić Restaurację Polską w Airport Hotel Okęcie**** w Warszawie, a w listopadzie wziąć udział w kolacji 10 rąk  10 momentów” z aż czterema szefami kuchni z Krakowa w pięciogwiazdkowym Hotelu Heron. Bardzo miło wspominam też testowanie jako Ambasadorka festiwalu Restaurant Week festiwalowych menu w Qualicie i Trzech Rybkach, ale najpiękniejsze degustacyjne wspomnienia mam jednak z niezwykłej kolacji gotowanej na ogniu na świeżym powietrzu i z widokiem na góry  Dinner with a view. Oby więcej takich inicjatyw!



Podróże

Ten rok, tak jak poprzedni, był obfity w kulinarne podróże. Jeśli miałabym wybrać jedną, najbardziej niezwykłą restaurację, jaką odwiedziłam w 2016 roku, bez wątpienia byłaby to Hiša Franko w słoweńskiej Dolinie Soczy. Przeczytajcie ten tekst, by dowiedzieć się, dlaczego. Ze Słowenii przywiozłam też dla Was mały przewodnik po sprawdzonych restauracjach w Lublanie, a podobny napisałam o stolicy Portugalii: Gdzie zjeść w Lizbonie? z listą moich ulubionych lizbońskich restauracji. Z polskich, niekrakowskich lokali, opisałam na blogu warszawską Senses, po Atelier Amaro drugą w Polsce restaurację z gwiazdką Michelin.



O bardziej egzotycznych wyjazdach, na przykład tym do Brazylii, mogliście poczytać tutaj oraz tutaj, a moją listopadowo-grudniową podróż po Panamie śledziliście niedawno na Instagramie. Oprócz tego, w ramach zaproszeń, odwiedziłam przepięknie położony z zapierającym dech w piersiach widokiem na drugą stronę Tatr Grand Hotel Kempinski High Tatras oraz urokliwy Lemon Resort Spa w Gródku nad Dunajcem  inspiracje na weekendowe wypady poza miasto.



Relacje z festiwali i targów

W minionym roku udało mi się zrelacjonować tylko jedną edycję Najedzeni Fest  Afrodyzjaki. Od niedawna mamy w mieście fajny park food trucków, o którym wspomniałam przy okazji krakowskiej edycji zlotu food trucków “Żarcie na Kółkach” (patrząc na te zdjęcia, bardzo tęsknię za latem!). Waszej uwadze polecam też tekst o Targu Pietruszkowym w Podgórzu, jednym z moich ulubionych miejsc na zakupy zdrowej i czystej żywności, szczególnie w ciepłe, obfite w warzywa i owoce miesiące.



Recenzje

A teraz to, na co wszyscy czekacie. Pamiętajcie, że w zestawieniu “10 najlepszych dań 2016 roku” uwzględniam jedynie te dania, które pojawiły się w moich recenzjach z Krakowa, nie ujmuję w nim więc dań z degustacji czy eventów, na które byłam zaproszona, ani z recenzji czy opisów innych restauracji w Polsce i za granicą. W tym zestawieniu jest miejsce zarówno na dania street foodowe, jak i fine dining, bo to, co się liczy w nim najbardziej, to doskonały smak i emocje podczas jedzenia.

Oto najlepsze dania z krakowskich restauracji zrecenzowanych w 2016 roku (kolejność alfabetyczna według nazwy restauracji; nazwa restauracji kieruje do recenzji):

Albertina  polędwica z mlecznej cielęciny ze skorzonerą, porami w wersji mini, sosem holenderskim i marynowaną cebulką (58 zł), o której pisałam w lipcowej recenzji. Czym to danie zasłużyło sobie na miejsce w tym zestawieniu? Tym, że było nieskomplikowane, a jednocześnie zapadające w pamięć dzięki doskonałemu wykonaniu i harmonii smaków na talerzu. Szef kuchni: Grzegorz Fic.



Bottiglieria 1881  nie wiem, jak to się stało, że Bottiglierię odwiedziłam dopiero w 2016 roku. Teraz nie mam wątpliwości, że to jedna z najlepszych restauracji Krakowa, a przypomina mi o tym wspomnienie sarny sous-vide ze skorzonerą, chrobotkiem i sosem aroniowym (68 zł). Szef kuchni: Paweł Kras.



Industrial  choć wyszłam stamtąd z mieszanymi uczuciami, jedno danie szczególnie mnie zachwyciło  krem z pieczonego buraka z lodami malinowymi (23 zł)  tym jak cudownie odpowiednio słodkie lody przeplatały się z warzywnym, aksamitnym, burgundowym kremem. Podczas mojej wizyty w Industrialu szefem kuchni był Michał Zakrajewski, jednak w międzyczasie zdążyły zajść zmiany na tym stanowisku i obecnie gotuje tam Grzegorz Bucki.



Karakter  to jedno z najważniejszych otwarć 2016 roku. Wracam tam często i kiedy tylko mogę i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Ale Karakter skradł moje serce już podczas pierwszej wizyty. Czym? Między innymi grasicą na maśle z ravioli z tłuczonym zielonym groszkiem i miętą, z kurkami i peklowanym polikiem wołowym (29 zł). Polecam szczególnie tym, którzy myślą, że nie lubią grasicy  polubicie. Szef kuchni: Daniel Myśliwiec.



L Concept 13  zdecydowanie jedno z moich odkryć roku, na dodatek na Rynku Głównym! Wołowina w sosie azjatyckim (69 zł) nie grzeszy ekscytującą nazwą, ale było to danie perfekcyjne, zbalansowane i uzależniająco smaczne, a ta starta skórka z limonki postawiła w nim kropkę nad i! Wołowinie towarzyszyła sałatka z chrupiącej rzepy arbuzowej i kalarepy. Szef kuchni: Tomasz Morys.



L Concept 13  to nie jest deja-vu, po prostu aż dwa dania z L Concept 13 zasługują na miejsce w tym zestawieniu. Ten tatar (35 zł) jest prawdopodobnie najlepszym, jaki jadłam w Krakowie w ogóle, a nie tylko w 2016 roku (ranking wciąż tworzę!). Podany z gigantycznym plastrem świetnego parmezanu, żółtkiem i chrupiącą, ciepłą grzanką.



Meat & Go  nad Meat & Go rozpływałam się w recenzji pod koniec roku i choć byłam tam tylko jeden raz, nie mam najmniejszych wątpliwości, że ich pulled pork (20 zł) zasługuje na miejsce w tym zestawieniu. Ten niewielki bar mięsny serwuje wyższy poziom street foodu, dostarczający intensywnych przeżyć i radości z jedzenia godnych najlepszych restauracji!



Meat & Go  no cóż, może wydam się Wam nudna, ale biorę pełną odpowiedzialność za te słowa: boczek z żebrem (26 zł) w Meat & Go to mistrzostwo świata. “Podany na talerzu z przytostowanym białym pieczywem i kubeczkiem pełnym węgierskich kiszonek (...), superintensywne w smaku mięso, bardzo soczyste, ultradelikatne, bajecznie rozchodzące się, z dodatkiem sosu z dokładnie takim poziomem rozkosznej słodyczy, jaki powinien być.”



Pimiento  ostatni raz recenzowałam jedną z restauracji Pimiento ponad 5 lat temu, w tym roku przyszedł czas na nowo otwarty lokal na Rynku, który potwierdził, że Pimiento to jedno z najlepszych miejsc na mięso w mieście. Na zdjęciu argentyński rostbef La Morocha z batatami z chorizo i imbirem.



Pizza Napoletana Vincenzo Pedone  pizza z mozzarellą di bufala i pomidorkami datterini (25 zł). Obecnie w menu jest tylko wersja z niezapiekaną mozzarellą, ale ja zawsze proszę, by jednak weszła do pieca. Ta pizza momentami może mieć konsystencję zupy i jest tak cienka, że łatwo się zagapić i odkroić jej kawałek wraz z papierowym talerzem, ale jest to jedna z najlepszych pizz, jakie jadłam w życiu i co najlepsze  za każdym razem jest tak samo doskonała. To jedno z moich najlepszych i najprzyjemniejszych odkryć 2016 roku! A jakie są Wasze? :)






Wszystkiego najsmaczniejszego w 2017! 


*

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...