14 września 2017

The Dog Food Truck (Kraków)


O hot dogach na tym blogu w ciągu ponad sześciu lat pisałam chyba tylko raz, a było to przy okazji krótkiej, ale całkiem niezłej gastronomicznej kariery Soup Doga przy Stradomskiej. Tymczasem niedawno informowałam Was na Facebooku o otwartym w połowie lipca food trucku The Dog serwującym na Kazimierzu hot dogi w wersji gourmet, podobno najlepsze w Krakowie… Namawialiście, więc i ja w końcu tam zajrzałam.

Food truck stoi na parkingu tuż obok klubu Opium i jest jednym z ładniejszych i bardziej stylowych food trucków, jakie widział Kraków. W środku, w biało-żółtym pasiastym fartuchu i czarnych rękawiczkach uśmiechnięty pan przygotowuje hot-dogi w pięciu kompozycjach smakowych. Najpierw wybadałam teren zupełnie spontanicznie, bez aparatu, próbując pierwszej, najprostszej wersji hot doga z menu (13 zł), i to bez dodatku marynowanych warzyw chodziło o spróbowanie samej bułki, sosu i zastępującej parówkę kiełbaski, która podobno przyrządzana jest według specjalnej receptury przez regionalnego producenta z Liszek. Po tym wstępnym teście jakości wpadłam na drugi dzień już w towarzystwie, żeby spróbować więcej, bo skoro baza była tak dobra, później mogło być tylko lepiej.

Kilka osób złożyło zamówienie przed nami, więc musieliśmy czekać, tak na oko, jakieś dziesięć minut na naszego Mac & Cheese Doga (bułka, kiełbaska, makaron, cheddar, crunch boczek, sosy  15 zł) i Pulled Pork Doga (bułka, kiełbaska, szarpana wieprzowina, sos BBQ, piklowana cebula i sos cheddar  18 zł). Trudno powiedzieć, który bardziej przypadł mi do gustu. Zarówno makaron w połączeniu z serem i chrupiącym boczkiem, jak i intensywna w smaku delikatna marynowana wieprzowina z chrupką piklowaną czerwoną cebulą to bezbłędne połączenia. Dodajcie do tego miękką, maślaną, lekko słodką i lekko wilgotną bułkę, która jest fantastycznym dopełnieniem jędrnej, soczystej i pełnej smaku kiełbaski. Wszystko w dobrych proporcjach, nic dodać, nic ująć. 

Jedyny mankament, którego się doszukałam, to bułka w Pulled Pork Dogu, która, chyba zbytnio namoczona wszelkimi sosami, rozwalała się przy każdej próbie przesunięcia jej po kartonowej podstawce, co nieco utrudniło konsumpcję. A jako że bułki hojnie obdarzone są składnikami, trzeba też bardzo uważać, aby połowa zawartości doga nie wylądowała na ubraniu lub chodniku. Choć w tym przypadku buła mogłaby być nieco bardziej dopracowana, to jest to tylko mała techniczna niedoskonałość, i tak najważniejszy jest smak, którego Dogowi odmówić nie można. Super, że powstał w Krakowie tak świetny nowy street food!

Plus: świetne hot dogi premium w niebanalnych kompozycjach smakowych, miła obsługa.
Minus: nieco rozchodząca się buła (zaobserwowane jak dotąd tylko w przypadku Pulled Pork Doga), kolejki. :)
Adres: ul. Jakuba 15 | mapa | FB
Polecam: gdy macie ochotę na dobry street food.
Szef kuchni: Paweł Kucharski.
Średnia ocena: 4.83 na 5.     Jedzenie – 4.5/5      Obsługa – 5/5       Ceny – 5/5

najlepsze hot dogi w Krakowie

najlepsze hot dogi w Krakowie

najlepsze hot dogi w Krakowie

najlepsze hot dogi w Krakowie

najlepsze hot dogi w Krakowie


*
Bądź na bieżąco:

7 września 2017

Cargo (Kraków)


To był deszczowy początek tygodnia. Wieczorową porą kompleks Tytano wyglądał jak opuszczone miasto z apokaliptycznego filmu  puste, zalane deszczem ogródki, do tego zmrok, wiatr i ulewa, nie dziwne, że nie było widać żywej duszy. Do restauracji Cargo trafiłam trochę przypadkiem  pozwoliłam znajomym wybrać miejsce na kolację twierdząc, że “mnie obojętne”, choć o Cargo słyszałam różne opinie, raczej z gatunku tych nieprzekonujących, i nie miałam tego miejsca na liście do odwiedzenia. Ale że akurat miałam ze sobą aparat, stwierdziłam, że to wykorzystam.

Już przed wejściem przyjrzałam się ogródkowi na podeście na zewnątrz  jest naprawdę ładny, spory, z przytulnymi miejscami do siedzenia, fajnym wyposażeniem i dodającą klimatu roślinnością. W ciepłe wieczory musi być tam naprawdę przyjemnie. W środku króluje styl industrialny, dominują kolor czerwony i czarny, jest cegła na ścianie, czerń na suficie, przeszklona kuchnia i mnóstwo miejsc do wyboru: duży wspólny stół dla większych grup, okrągłe większe stoliki, mniejsze kwadratowe, wyższe z hokerami, co kto woli. Dumnie prezentują się lodówki z mięsem oraz ryby i owoce morza na lodzie. Coś jednak jest w tym wnętrzu, że nie do końca czułam się w nim dobrze  nie wiem, czy to przez to gdzieniegdzie zbyt mocne oświetlenie, zbyt dużą przestrzeń (i hałas), czy brak przytulności. O dziwo, mimo, że Dolne Młyny wydawały się tego dnia zupełnie opustoszałe, sale w Cargo były pełne gości.

Obsługa od progu zrobiła dobre wrażenie  zostaliśmy powitani z uśmiechem, szybko podano menu, a obserwując serwis kątem oka, odniosłam wrażenie, że jest świetnie zorganizowany. Sporo osób pracowało na sali, wydawało się, że każdy ma i zna swoją rolę, no i dawno nie widziałam w Krakowie, by ktoś z obsługi tak uważnie i z takim zaangażowaniem chodził między stolikami i sprawdzał, czy wszędzie wszystko gra. 

Schody pojawiły się później: najpierw duży problem kelnerki z otwarciem wina przy stoliku (miałam wrażenie, że korkociąg miała w ręce pierwszy raz w życiu), jedno z nas nie dostało też kieliszka, do steka nie zasugerowano koledze doboru dodatków (gość nie zawsze zauważy, że trzeba je wybrać osobno; w takiej sytuacji oczywiste jest, że kelner zwraca na to uwagę, a nie  tak jak tu  przynosi sam stek pod nos klienta i odchodzi, jakby to było całkowicie normalne, że gość będzie jadł samo mięso). No i najgorsza wpadka: o dodatku, który został zamówiony przez inną osobę  w tym przypadku frytkach  zupełnie zapomniano. Steki stygły, podczas gdy my próbowaliśmy złapać wzrok kelnerki i uświadomić jej, że danie jest niekompletne. Usłyszeliśmy szczere przeprosiny, ale minęło sporo czasu, zanim ziemniaki pojawiły się na stole, a gdy się pojawiły, mięso było już chłodne. 

Najpierw spróbowałam tatara wołowego (32 zł). Mięso było świeże, podano je bardzo klasycznie, czyli z posiekanymi grzybkami, czerwoną cebulą, ogórkiem i musztardą, ale niczym nie przekonało mnie, by dopisać je do listy najlepszych tatarów w Krakowie. Szczególnie, że trafiłam też na dość spory, niemożliwy do pogryzienia kawałek włókna, co oznacza, że mięso nie zostało dostatecznie dobrze oczyszczone, co całkowicie je dyskwalifikuje z takich zestawień.

Przystawka w formie krewetek z chorizo z masłem czosnkowym (34 zł) to zaledwie trzy krewetki, na dodatek ewidentnie przeciągnięte, bardzo brakowało im chrupkości i sprężystości, a całkiem niezły sos w pokaźnej ilości aż prosił się o jakieś pieczywo do kompletu. Chorizo lubię bardziej wyraziste, nieco bardziej pikantne, ale tu w takiej wersji może zbyt mocno zaburzyłoby smak skorupiaków, więc ostatecznie była to dobra kompozycja, szkoda tylko, że krewetek nie potraktowano z należytym szacunkiem.

Rostbef sezonowany na sucho (29 zł/100g) oraz antrykot sezonowany na sucho (32 zł/100g) według tego, co na rachunku, podano w porcji 200g. Akurat nie miałam przy sobie wagi i trudno było sprawdzić, ale oba kawałki prezentowały się dość skromnie na drewnianej desce. Mięso, wysmażone według życzenia, było doskonałe: supersoczyste w środku, lekko chrupiące na zewnątrz, pełne smaku i o zniewalającym aromacie. No, byłam pod wrażeniem.

Spóźnione domowe frytki (7 zł) w formie bardzo grubo krojonych ziemniaków były przyrządzone w punkt. Do mięsa można dobrać jeden z siedmiu sosów lub jeden z pięciu rodzajów masła. To krewetkowe z pietruszką samo w sobie jest kapitalne, wyraźnie czuć w nim krewetki, jednak średnio pasowało do steka. Rukolowe było nieco mniej wyraziste i lepiej z nim współgrało, chociaż przy takim mięsie nie trzeba nic do podkręcenia smaku, bo świetnie funkcjonuje w pojedynkę, tylko z odrobiną soli i pieprzu.

W karcie wypatrzyłam moją ulubioną formę słodkości, czyli set degustacyjny z deserami w wersji mini (29 zł), którego najlepszym elementem były domowe lody truskawkowe. Tarta cytrynowa z bezą tego dnia już się skończyła, w zamian podano crème brûlée, na który składał się nijaki krem oraz warstwa skarmelizowanego cukru, zdecydowanie zbyt gruba i przez to za twarda. Do tego kawałek ciasta marchewkowego z orzechami włoskimi i tortu czekoladowego na bazie biszkoptowego ciasta  ten pierwszy, jeśli już, lepiej zamówić osobno w towarzystwie kontrapunktujących całość lodów z selera naciowego (17 zł), a ten drugi  choć czekoladę uwielbiam  był jednym z najbardziej nudnych tortów czekoladowych jakie jadłam. Czekolada, paradoksalnie, była słabo wyczuwalna, a na pierwszy plan wysuwała się niesmaczna, nieprzyjemna i dziwnie klejąca tekstura wierzchniej warstwy ciasta. Nie chciałabym tego powtórzyć. Podsumowując  jestem na nie, ale... z wyjątkiem steków. Na steki do Cargo warto zajrzeć. I niestety tylko na steki. 

Plus: dobre steki, możliwość zakupu sezonowanej wołowiny i ryb w delikatesach.
Minus: niedopracowane przystawki i desery, podstawowe błędy obsługi, mało przytulne wnętrze.
Adres: ul. Dolnych Młynów 10 | mapa | FB 
Polecam: tylko na steki.
Szef kuchni: Maciej Piórkowski.
Średnia ocena: 3.38 na 5.     Jedzenie – 3.5/5      Obsługa – 3/5      Wnętrze – 3.5/5          Ceny – 3.5/5

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

*
Bądź na bieżąco:

23 sierpnia 2017

Filipa 18 (Kraków)


Już od dawna docierały do mnie słuchy, że restauracja Filipa 18 to dobry adres. Mnie (w przeciwieństwie do wielu) nie odstrasza fakt, że mieści się ona w hotelu. Znam kilka naprawdę dobrych hotelowych restauracji w Krakowie (z Trzema Rybkami i Amarylisem na czele) do których chętnie wracam  jeśli nie ze względu na atmosferę, to na pewno ze względu na doskonałe jedzenie i kunszt szefa kuchni. Tymczasem… jak wypadła Filipa 18? 

Restauracja mieści się w otwartym w ubiegłym roku czterogwiazdkowym hotelu Indigo Kraków Old Town, tuż obok Starego Kleparza. Nie ma osobnego wejścia, jednak próg restauracji znajduje się zaledwie kilka kroków od drzwi hotelu. W jej wnętrzu, bardzo zresztą ładnym, przyciągają wzrok zapełniające ścianę plakaty współczesnych artystów i piękny, głęboki odcień błękitu na krzesłach i siedziskach pod ścianą. W restauracji nie ma okien, ale sytuację ratuje częściowo przeszklony sufit, dzięki któremu do środka wpada dużo naturalnego światła.

Zostaliśmy miło powitani przez uśmiechniętą, uważną na nasze potrzeby kelnerkę. Niestety, po przyjęciu zamówienia zniknęła i zaczęła obsługiwać nas inna osoba, już bez uśmiechu i bez słowa. Dopiero pod koniec wizyty stała się bardziej rozmowna i sympatyczna; widząc, że skończyła nam się woda, zaproponowała dodatkowe napoje oraz dobrze znając skład deserów, cierpliwie w tej kwestii doradziła. Dania wychodziły sprawnie i w równych odstępach przez cały czas byliśmy jednak jedynymi gośćmi, więc kucharz gotował właściwie tylko dla nas.

Przed wizytą w Filipa 18 sprawdziłam menu online i, co się niestety często zdarza, było nieaktualne. Był przy nim też zapis, który zawsze wzbudza we mnie niesmak: “Filipa 18 to jedna z najdoskonalszych restauracji w Krakowie, dlatego polecamy wcześniejsze dokonywanie rezerwacji stolika.” A można to było napisać tak: “Restauracja cieszy się dużym zainteresowaniem, dlatego polecamy wcześniejszą rezerwację stolika”. Czy to nie brzmi lepiej?

Zanim na stole pojawiły się wybrane przez nas dania, podano amuse-bouche w formie kremu z brokuła z chipsem z żytniego chleba i kiełkami cebuli. Przyznam, że pierwszy raz widziałam amuse-bouche w takiej formie (i w tak pokaźnej porcji), ale nie miałam nic przeciwko  krem był aksamitny i o wyrazistym smaku. W ramach czekadełka podano świeże domowe pieczywo z czarnuszką oraz tradycyjną oliwę i oliwy smakowe  do wyboru między innymi bazyliowa, truflowa czy cytrynowa.

Tatarowi z bawety cielęcej (39 zł) towarzyszyła ikra z pstrąga, pikle, smażona maślanka, marynowane grzybki i chips z chleba żytniego, tworząc bardzo kolorowe danie, może wręcz przekolorowane, bo za bardzo gubił się w nim smak świetnego, świeżego mięsa. Piana ze smażonego selera (17 zł) była raczej kremem, a nie pianą, bardzo intensywnym, jak na mój gust znacznie za słonym, na szczęście w miarę przełamywała wszystko gruszka z jałowcową nutą i odrobina słodkiego pudru z pieczonego buraka.

Później było już tylko lepiej: z drugiego końca stołu uśmiechał się do mnie filet z pstrąga (44 zł) z idealnie przypieczoną skórką; po jej odsunięciu ukazała się nam przepiękna, jednolita, zwarta i jednocześnie delikatna, pełna smaku ryba. Była położona na górce z łuskanej pszenicy, zanurzonej z kolei w lekko kwaśnym, świetnie kontrapunktującym całość, lekkim consommé pomidorowym. Patrząc na zdjęcie, może nie było to najpiękniejsze danie, ale pod względem smaku i wykonania należy mu się wysoka nota. 

Danie szefa kuchni, czyli pierśnik z gęsi (59 zł) z marmoladą z czerwonej kapusty przypominającą gęste purée, z ugotowaną w punkt, lekko maślaną kaszą jaglaną i delikatnym sosem winno-czekoladowym również okazał się bez zarzutu (choć liczyłam na mocniejszy akcent czekolady). Natomiast deser prawdziwie mnie zachwycił. Zawsze poszukuję w restauracjach w Krakowie oryginalnych, kreatywnych deserów i szalenie je doceniam. Nugat z pieczonymi orzechami i marynowaną w herbacie rooibos gruszką (19 zł) był kompozycją perfekcyjną. Był tam smak gorzki idealnie wyważony słodyczą, były różne tekstury i temperatury, a już zjawiskowe było to, co z całością zrobił tam olej z pestek dyni!

Minusem większości hotelowych restauracji jest to, że sale często świecą pustkami  niestety tu nie było inaczej, od początku do końca byliśmy jedynymi gośćmi. Jednak wystrój Filipa 18 tworzy jedno z najbardziej zachęcających wnętrz hotelowych  restauracja ta mogłaby się równie dobrze otworzyć na Kazimierzu lub w uliczkach Starego Miasta. Jedzenie, choć początkowo bez większych zachwytów, z każdym kolejnym daniem było coraz lepsze. Będę miała to miejsce na oku. 

Plus: porządna kuchnia, wyróżniające się wnętrze.
Minus: nieco niedopracowane przystawki.
Adres: ul. św. Filipa 18 | mapa | FB | www
Polecam: na wyjście z rodziną lub przyjaciółmi, na spotkania biznesowe.
Szef kuchni: Marcin Sołtys.
Średnia ocena: 4.38 na 5.     Jedzenie – 4/5      Obsługa – 4/5      Wnętrze – 5/5          Ceny – 4.5/5

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w KrakowieOpinie o restauracjach w Krakowie
Opinie o restauracjach w KrakowieOpinie o restauracjach w Krakowie
Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

Opinie o restauracjach w Krakowie

*
Bądź na bieżąco: