21 maja 2019

Nowe menu w restauracji Magnifica


Restauracja Magnifica znajduje się w Hotelu Farmona Business & SPA przy ulicy Jugowickiej w Borku Fałęckim. W żadnym razie nie jest to centrum Krakowa, ale ma to pewne plusy  restauracja może pochwalić się pokaźnym, pełnym zieleni, bujnym ogrodem (choć słowo “park” chyba bardziej tu pasuje). Zjecie tu posiłek z dala od miejskiego zgiełku, w cieniu stuletnich dębów  pomników przyrody  i przy kojącym dźwięku fontanny:

Hotel Farmona Business & SPA


26 kwietnia, szef kuchni Tomasz Trafiał, współpracujący z restauracją Magnifica od około dwóch lat, wprowadził nowe, sezonowe i mocno szparagowe menu. Znajdziecie tam nacisk głównie na rodzime smaki z Małopolski, ale pojawia się w nim także kilka azjatyckich akcentów. Nie mają one związku z obecną modą na Azję w gastronomii. Ich obecność w menu tłumaczy znajdujące się w hotelu balijskie SPA – jest to więc ukłon w stronę gości, którzy mieliby ochotę na jeszcze więcej azjatyckich przyjemności. 

Tym, którzy w Krakowie szukają miejsca na rodzinny obiad z dziećmi, z pewnością przyda się informacja, że restauracja dysponuje pokaźnym placem zabaw oraz darmowym, monitorowanym parkingiem dla gości. Przygotowano także kuszącą weekendową promocję dla rodziców  przy zamówieniu którejkolwiek pozycji z karty (przystawka, zupa, danie główne, deser), dziecko otrzyma odpowiednik tego dania z menu dziecięcego gratis.

Z restauracji nie wyjdą głodni wegetarianie, weganie oraz bezglutenowcy  potrawy dla nich czytelnie oznaczone są w menu. Karta win składa się między innymi z etykiet z Winnicy Wieliczka  dostępnych także na kieliszki (22-25 zł). Magnifica chwali się też cydrem Bzik o aromacie kwiatów czarnego bzu (49 zł/0,75 ml), wykorzystywanych w procesie fermentacji. Od poniedziałku do piątku, w godzinach od 12 do 16, restauracja serwuje dwudaniowe lunche lub burgera w cenie 29 zł (ten ostatni dostępny jest codziennie).

Poniżej zobaczycie, jak prezentuje się kilka wybranych pozycji z nowej karty szefa Tomasza Trafiała:

Kozi ser zapiekany ze szparagami, chałka, majonez miodowo-cytrynowy (30 zł):

Hotel Farmona Business & SPA restauracja


Pierogi z soczewicą i młodą kapustą, szparagi, krem z pasternaku, burak (28 zł):

Magnifica menu


Krem z zielonych szparag, jajko sous vide, orzechy, groszek z miętą (21 zł):

Magnifica menu


Zupa tajska z krewetkami, makaron ryżowy, kiełki bambusa, kolendra (21 zł):

Magnifica menu


Liście z soczewicą, kalarepa, orzechy, guacamole, tofu, miętowy winegret (29 zł):

Magnifica menu


Cielęcina ze szparagami w białym winie, knedel ze szczawiem, mus z selera (52 zł):

Magnifica menu


Pierś z kurczaka z rabarbarem, risotto z kozim serem i szparagami, młode buraki (38 zł):

Hotel Farmona Business & SPA


Filet z zębacza, chorizo, soczewica duszona ze szparagami, krem z zielonego groszku (49 zł):

Magnifica menu


Mango panna cotta z chia, rabarbar, czekolada (19 zł):

Hotel Farmona Business & SPA restauracja


Sernik miętowo-kokosowy, agrest, sorbet z cydru (18 zł):

Magnifica menu

Nowe menu będzie obowiązywać najprawdopodobniej do końca czerwca.


Restauracja Magnifica, ul. Jugowicka 10 C, Kraków
tel. 12 252 70 10 | www | FB | Instagram

Godziny otwarcia:
Codziennie od 7:00 do 23:00

Hotel Farmona Business & SPA

Hotel Farmona Business & SPA

Hotel Farmona altanka
Hotel Farmona ogrod

Hotel Farmona Magnifica ogrod


*

Powyższy artykuł informacyjny powstał dla Was dzięki współpracy z Restauracją Magnifica. O tym, jakie rodzaje treści pojawiają się na blogu, przeczytacie szczegółowo tutaj.


9 maja 2019

Recenzja: Molám Thai Canteen & Bar (Kraków)


Kilka razy w życiu zdarzyło mi się wrócić do restauracji po 24 godzinach, ale nie pamiętam przed Molám  kiedy ostatnio. To było zakochanie od pierwszego kęsa i choć po trzeciej wizycie już nieco ochłonęłam i jestem w stanie spojrzeć na całość trzeźwym okiem, a nawet znaleźć kilka niedociągnięć, to i tak uważam, że ta restauracja to wspaniały powiew świeżości i tajskie smaki, których Kraków bardzo potrzebował. 

W pierwszej kolejności, jeszcze chyba przed otwarciem, moją uwagę zwrócił fakt, że szef kuchni Molám  Tomasz  Muza  dwukrotnie odbył staż w restauracji Bo.lan w Bangkoku. Kto uważnie oglądał piąty sezon Chef’s Table, ten wie, o jakiej restauracji mowa: o bezkompromisowej i autentycznej do szpiku kości kuchni tajskiej. 

Wnętrze oddawać ma “atmosferę nocnych kantyn w Bangkoku” i chyba się to udało. To też moim zdaniem jedna z najlepszych restauracyjnych realizacji krakowskiego biura projektowego Grycaj Design. Blacha, drewno, industrialne elementy, stare krzesła (każde inne), na ścianach skrawki tajskich gazet, do tego świetne oświetlenie i muzyka, która jest nieprzypadkowa, przemyślana, pełna energii, doskonale pasująca do klimatu, a jednocześnie nie za głośna, pozwalająca na swobodną rozmowę. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, dwuosobowe stoliki, jak na polskie standardy, poustawiane są dość blisko siebie  nie wiem, czy randkowicze czuliby się tu swobodnie.

Plus za łatwy proces rezerwacji online (nawet można wybrać dokładne miejsce), choć przydałaby się też opcja jej równie łatwego anulowania. Obsługa to trochę fenomen  wygląda na to, że kelnerzy mają ogromną przyjemność z pracy w Molám. Są sympatyczni, pełni energii, chętnie opowiadają o potrawach i ich pochodzeniu, wiedzą dużo na temat dań i składników. Nie wciskają nic na siłę, wręcz przeciwnie  zostawiają menu, mówią, że można domówić później, nie ma sensu się przejeść (to wtedy, gdy się trochę rozpędziliśmy przy zamawianiu). Tak było podczas pierwszych dwóch wizyt, a podczas trzeciej, po około trzech tygodniach przerwy, już trochę inaczej to wyglądało. Talerze stawiane były na stole niemal bez słowa, brakowało mi opisów lub choć napomknięcia o ciekawych składnikach, przy podawaniu karty zapomniano też wspomnieć o niedostępnym daniu.

W Molám podobno od zera przygotowywane są pasty curry, sosy, kiełbasy, mieszanki przypraw czy pikle. Koncept opiera się na niezwykle modnym ostatnio food sharingu, czyli dzieleniu się jedzeniem w celu poznania jak największego spektrum smaków. Poleca się zamówić kilka talerzyków na stół i próbować wszystkiego. Menu zmienia się często, codziennie drukowana jest nowa karta, ale są też stałe pozycje oraz takie, które wracają. Zawsze warto zamówić sticky rice, czyli kleisty ryż (3 zł), bardzo smaczny (polecam jeść rękami), podawany w formie niewielkiej kulki w zamkniętych bambusowych koszykach utrzymujących jego temperaturę. Nie trzeba go zbyt wiele, nie napychajcie się ryżem, ale przydaje się jako przerywnik albo do maczania w sosach. 

Jak opisać Wam wszystkie czternaście dań, które zjadłam podczas trzech wizyt? Może zacznę od moich uwag i najsłabszych pozycji: w aep pla, dorszu grillowanym w liściu bananowca z dodatkiem czerwonej pasty curry (29 zł) brakowało mi balansu smaków. Przeważała gorzkość, a dodatek limonki nie do końca ją łamał. Play yang, gładzica z sosem z cytrusów (31 zł) miała płaski smak, a sama ryba była niewielka, choć w ramach przystawki porcja byłaby akceptowalna. Skrzydełka z kurczaka chilli (22 zł), pik gai tod, były wspaniałe, soczyste, z chrupiącą skórką, pełne smaku. Jednak gdy dodatkowo zanurzyłam w sosie kawałek mięsa, okazał się on przeraźliwie słodki, wręcz przytłaczający  po tym kęsie nie miałam ochoty kończyć tego dania. Haeng lae, czyli pieczony boczek w glazurze (27 zł), był szalenie smaczny, ale życzyłabym sobie, aby był nieco bardziej soczysty. Tyle na temat uwag, cała reszta... zwalała z nóg.

Trzecią rybą, którą próbowałam, był smażony pstrąg z ziołami, yam pla tod (39 zł) i to chyba było pierwsze danie, które zamówiłam w Molám. Tekstura była doskonała, pachniał na kilometr, a przysypany był ogromną ilością ziół (o ile dobrze pamiętam, był to betel, mięta, kolendra, a także szalotka i prażony czosnek). Coś wspaniałego. Przy yam makhua yao, sałatce z bakłażanem, jajkiem i ziołami (21 zł) obsługa straszyła, że jest naprawdę mocno wędzony, ale dla mnie był tylko lekko dymny i trochę pikantny. Fajny jako przystawka, jako dodatek, jako co chcecie. (Podobnie chrupiące szparagi, ogromna porcja, z piklowanym imbirem w sosie ostrygowym  21 zł.) Przy laabie z karkówki, isaan lab mo (27 zł) też słyszeliśmy ostrzeżenia, że mocno pikantne, jednak nie ma się czego bać, ostrość tu ma sens i nie zabija bogatego smaku. Danie ma fajny palony aromat, pewnie za sprawą ucieranego prażonego ryżu. Do tego sos na bazie wody z tamaryndowca i nieposzatkowane liście kolendry, które cudownie odświeżają całość. Można jeść w nieskończoność.

Cap neua, chrupiąca wołowina z Chinatown (27 zł), to już chyba klasyk; w Internecie obserwuję, jak fani Molám wyczekują na pojawienie się jej w menu. Słodziutkie, przyjemnie chrupiące, u góry orzeszki, cebulka, papryczki. Zamawiajcie, jeśli jest. Wolno grillowanego kurczaka gai yang (17 zł) również, z idealnie chrupiącą skórką, zachwycającego soczystością. Ob woon sen makaron fasoli mung z krewetkami i boczkiem (41 zł) podany został w glinianym garnku, wymieszany na miejscu przez kelnerkę (stąd na zdjęciu nic nie widać, bo już po wymieszaniu). W środku świetne krewetki, mięciutki boczek, czosnek, imbir, pieprz, no i sos sojowy, ostrygowy, olej sezamowy. Wspaniałe danie. Khao soi, zupę kokosową z Chiang Mai z kurczakiem i makaronem (33 zł), jadłam kilka dni temu i teraz znów mam na nią ochotę. Mistrzowsko kremowa, ostrość lekko szczypie w język, a dla zabawy przyozdobiona jest smażonym makaronem jajecznym, który je się jak chipsy. Na słodkie zakończenie trafiałam tylko na jeden deser: krem kokosowy infuzowany liśćmi kafiru z dodatkiem owoców  raz była truskawka, raz mango (12 zł).

Naprawdę rzadko mi się zdarza, w Krakowie, być tak zachwycona restauracją. Dlatego moje oczekiwania co do jej przyszłości są jeszcze większe. Liczę na powrót zaangażowania obsługi i zwrócenie uwagi na małe niedociągnięcia. Molám to powiew świeżości w krakowskiej gastronomii, chce się tam wracać  na coś zupełnie nowego, czasem zaskakującego, a czasem po prostu hedonistycznie przyjemnego. Mają we mnie fankę. A w Was? 

Plus: świetna kuchnia, wnętrze, atmosfera.
Minus: -
Adres: Rajska 3 | mapa | FB
Polecam: szukającym tajskich smaków, na wyjście z paczką znajomych.
Średnia ocena: 4.63
 na 5.     Jedzenie – 4.5/5      Obsługa – 4.5/5       Wnętrze – 5/5          Ceny – 4.5/5


restauracja tajska w krakowie
restauracja tajska w krakowie

restauracja tajska w krakowie

restauracja tajska w krakowie

restauracja tajska w krakowie

restauracja tajska w krakowie


restauracja tajska w krakowie

restauracja tajska w krakowie

restauracja tajska w krakowie

restauracja tajska w krakowie

restauracja tajska w krakowie

restauracja tajska w krakowie

*




Obserwujecie mnie już na Instagramie? @dania_kontra_ania :)

23 kwietnia 2019

Nowe miejsce: Scandale Royal Resto & Vodka House


Scandale Royal na Placu Szczepańskim dotychczas był chyba bardziej kojarzony z wieczornym wyjściem na koktajl niż z restauracją. Po gruntownym remoncie wnętrza, wprowadzeniu odświeżonej identyfikacji wizualnej i stworzeniu zupełnie nowego menu całkowicie zmienił kierunek. Scandale Royal Resto & Vodka House, bo tak brzmi obecnie pełna nazwa lokalu, jest teraz restauracją nawiązującą do lat trzydziestych, którą wyróżnia food & vodka pairing, czyli sztuka łączenia jedzenia z wódką.

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal


Szef kuchni się nie zmienił  jest nim Łukasz Rewilak, związany ze Scandale od trzech lat, pracujący z tym samym zespołem od momentu objęcia tego stanowiska. Główną inspiracją do stworzenia nowego menu była wykwintna kuchnia polskiego transatlantyku MS Batory, który po raz pierwszy wypłynął w morze w 1936 roku. W karcie zauważycie także ukłon w stronę smaków z dzieciństwa i zakrapianych alkoholem domówek. Przykładowo  kto nie zna sławnej sałatki jarzynowej, która pojawia(ła) się chyba w każdym polskim domu? W Scandale Royal Resto & Vodka House zjecie ją w postaci niepokrojonych warzyw, z jajkiem z płynnym żółtkiem.

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal
nowa restauracja w krakowie Scandale Royal
nowa restauracja w krakowie Scandale Royal


W menu przeważają dania z wołowiny, wieprzowiny i drobiu, w tym podroby. Istotną rolę w menu odgrywają przekąski, podzielone na ciepłe i zimne. Do wyboru jest między innymi tatar  z koniny lub wołowiny, ozór wołowy, pâté z wątróbek, flaczki cielęce czy grasica. Szef kuchni stawia na regionalne produkty z Małopolski, z których większość pozyskiwana jest od producentów zlokalizowanych maksymalnie 60 km od Krakowa. Są co do tego wyjątki  na przykład twarde sery sprowadza z Podlasia. Sam kisi ogórki, kręci majonez i przygotowuje konfitury, na przykład z płatków róży czy borówkę z jabłkiem. Mięsa mają pochodzić z Limanowej, ser ze Skały (do pierogów ruskich), a jaja z wolnego wybiegu. Tu i ówdzie nie brakuje jednak kreatywnych akcentów. Flaczki cielęce gotowane są w sposób klasyczny, ale znajdziecie w nim nuty imbiru i limonki oraz wywar... jak w zupie phở. Dania bezglutenowe i wegetariańskie (sałatki) są oznaczone w karcie.

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal
nowa restauracja w krakowie Scandale Royal

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal
nowa restauracja w krakowie Scandale Royal

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal
Scandale Royal Resto & Vodka House chce na nowo przybliżyć polską kulturę picia wódki w restauracjach. W ofercie jest ponad 80 rodzajów tego trunku, większość z Polski. W karcie, przy każdym daniu  w tym także przy zupach, sałatkach i deserach – rozpisane są sugerowane wódki, destylaty, bimbry i nalewki w cenie od 7 do 14 zł za porcję. Dzięki temu, że rozlewane są do mniejszych kieliszków (25 ml), nawet ci, którzy nie są przyzwyczajeni do mocnego alkoholu, mogą spróbować kilku propozycji  na przykład do przystawki, dania głównego i deseru. Wódka podawana jest w temperaturze pokojowej, aby móc poczuć wszelkie niuanse smakowe, które ma do zaoferowania.

Dominująca obecność wódki w menu nie oznacza, że Scandale na dobre skończyło z koktajlami. Wręcz przeciwnie  teraz czerpie z przedwojennych przepisów barmanów i oddaje hołd polskim alkoholom w takich koktajlach jak "Bronowickie sady", "Polskie Martini", czy "Krakowski Spritz".

nowa restauracja w krakowie Scandale Royal
nowa restauracja w krakowie Scandale Royal
nowa restauracja w krakowie Scandale Royal


Co ważne, pojawiły się też śniadania w formie bufetu w formule “jesz ile chcesz” od 7:30 do 11:00 w cenie 30 zł/osobę, a od rana do południa obowiązuje specjalna karta śniadaniowa.

Zobaczcie, jak prezentują się wybrane dania w Scandale Royal Resto & Vodka House:

Pâté z wątróbek, szalotka, gruszka, pistacje, ogórek (24 zł):

pate z wątróbek

Sałatka jarzynowa z pieczonych warzyw okopowych, majonez domowy, kiszony ogórek, purée z groszku (24 zł):

sałatka jarzynowa


Domowy żur na żebrach wędzonych, kiełbasa biała, purée ziemniaczane, majeranek, chrzan (22 zł):

domowy żur na żebrach wędzonych


Sałatka kuskus, mięta, jogurt, masło orzechowe, ciasto filo (27 zł):

sałatka kuskus


Tatar Royal, do wyboru z polędwicą końską lub wołową, sardynki, musztarda, lubczyk, ogórek kiszony, cebula, żółtko kurze, chleb prądnicki (39 zł):

tatar wołowy z sardynką


Grasica cielęca, curry, mleko kokosowe, jajko poche, czarna trufla (32 zł):

grasica cielęca z curry i mlekiem kokosowym


Filet z kaczej piersi, pieczona dynia, kolendra, puree selerowo-gruszkowe, lody imbirowe (41 zł):

filet z kaczki


Sernik na bazie sera koziego, wiśnie, kruszonka (24 zł):

sernik na bazie sera koziego


Pischinger cytrynowy, mus kawowy (22 zł):

pischinger cytrynowy



Scandale Royal Resto & Vodka House, Plac Szczepański 2, Kraków
tel. 512 308 493 | FB | Instagram | www

Godziny otwarcia kuchni:
Codziennie od 7:30 do 23:00
(Lokal czynny do 1:00 w nocy)

Powyższy artykuł informacyjny powstał dla Was dzięki współpracy z restauracją Scandale Royal Resto & Vodka House. O tym, jakie rodzaje treści pojawiają się na blogu, przeczytacie szczegółowo tutaj.

*