6 listopada 2018

Recenzja: Gęś w Dymie (Laskowa)


Restauracja Gęś w Dymie znajduje się we wsi Laskowa w województwie małopolskim, trochę ponad godzinę drogi z Krakowa. Pewnie słyszeliście już o niej sporo dobrego; oprócz tego, że otrzymała rekomendację Slow Food Polska i Gault & Millau, jej szef kuchni i właściciel, Marcin Pławecki, może pochwalić się tytułem Króla Gęsiny 2016/2017. Do Gęsi w Dymie ja dotarłam dopiero w tym roku  ale za to dwa razy.

Restauracja mieści się w domu szefa kuchni i jego żony  sala dla gości z malutkim barem jest na dole, na piętrze mieszkają właściciele. Połączenie wzorzystych zielonkawych tapet, pokrowców na krzesła w niebieskie kwiaty oraz białych piór na barze i brązowej ścianie nie uważam za udane, ale widać staranie o stworzenie przytulnego i domowego wnętrza, co w sumie się udało. Stolików jest zaledwie kilka, a podczas obu wizyt część krzeseł i stół upchane były po kątach, przez co sala sprawiała wrażenie zagraconej  ograniczona przestrzeń najwidoczniej daje się we znaki.

Żona szefa kuchni w Gęsi w Dymie pełni rolę gospodarza  wita gości oraz podaje kartę, napoje i dania. W czasie drugiej wizyty obsługiwała nas także kelnerka, z którą z kolei nie było żadnego kontaktu  po prostu donosiła dania do stolika, bez słowa. Pani Kasia za to lubi zagadywać gości, z dumą opowiadać o produktach i uprzedzać, jeśli w kuchni jest opóźnienie. 

Tego ostatniego niestety doświadczyłam przy obu wizytach. Za drugim razem niezbyt mi to przeszkadzało, bo poszczególne dania menu degustacyjnego wychodziły z kuchni z poślizgiem, ale niemal jednocześnie dla wszystkich gości. Jednak za pierwszym razem dużą niedogodnością było bardzo nierówne, nieakceptowalne wręcz wydawanie dań poszczególnym osobom przy tym samym stoliku. Wyglądało to tak, jakby szef kuchni nie miał nikogo do pomocy i sam przygotowywał każdą potrawę, jedną po drugiej. Naprawdę nie sprzyja to fajnej atmosferze cieszenia się jedzeniem w większym gronie przyjaciół.

Pierwszy raz Gęś w Dymie odwiedziłam w czerwcu. Zaczęłam wtedy od ślimaków z hodowli Agnieszki Sakowskiej, gotowanych w bulionie z gęsi i zapiekanych w maśle z dzikimi ziołami i czosnkiem niedźwiedzim (29 zł). Co to były za ślimaki! Do koleżanki obok musiał dotrzeć ich zapach, bo co chwilę mi je podjadała, a gdy ślimaki się skończyły, to podjadała pieczywo, na którym były podane. Jeśli traficie na ślimaki, zamówcie je koniecznie. Lepszych nigdy nie jadłam.  

Koleżanka naprzeciwko zamówiła tatar z wołowiny rasy limousine (35 zł)  nie do końca jej podszedł, o ile pamiętam, przez bardzo pieprzny smak. Dzięki temu miałam okazję zjeść połowę tej przystawki. Tatar był już wymieszany z posiekanym ogórkiem małosolnym, szczypiorkiem i mocno wyczuwalnym lubczykiem. Na górze wieńczyło go żółtko od hodowanych obok restauracji kur rasy silkie i wędzona ikra pstrąga, osobno podana była brioszka. Doskonałe, wyraziste połączenia smaków, nie wiem tylko, czy smak samego mięsa odrobinę się w nich nie zatracił?

W ramach dania głównego zamówiłam troć wędrowną, danie spoza regularnej karty, i prawie się nad nim rozpłakałam. Podane najprościej, niemal domowo, z cudownym, uzależniającym młodym bobem w maśle czosnkowo-pietruszkowym i młodym ziemniakiem z sowitą porcją koperku, to danie było tak wspaniałe, że zabrakło mi słów. Troci nie dałoby się przyrządzić lepiej – perfekcyjna tekstura zarówno soczystego mięsa, jak i skóry  delikatnej, chrupkiej, bez grama tłuszczu. Przysięgam, taką rybę jada się tylko w najlepszych restauracjach.

Od towarzyszek uszczknęłam sobie też kawałek doskonałego pasztetu z gęsiny (wszelkie ptactwo, jaja, jagnięcina oraz wieprzowina pochodzą z własnej hodowli szefa kuchni)  podany był ze słodziutkim musem z pieczonych jabłek z cynamonem oraz konfiturą z czereśni i brioszką (25 zł), a także świetną delikatną polędwicę z dorsza w puszystym cieście piwnym, podaną z fasolką szparagową i bobem (na życzenie zamiast kalafiora) (55 zł). Na koniec podzieliłam się z sąsiadką torcikiem czekoladowym z musem z karmelizowanych pomarańczy (25 zł)  dla mnie był odrobinę zbyt intensywny, bym mogła zjeść go samodzielnie, ale mogę sobie wyobrazić, że dla wielu osób to będzie akurat plus.

Wizyta październikowa była spontaniczna. Widząc opublikowane na fan page’u menu degustacyjne na ten weekend, chwyciłam za telefon i udało mi się (chyba cudem, biorąc pod uwagę wahający się głos w słuchawce) dokonać rezerwacji jeszcze na ten sam dzień. Gdy szef wprowadza weekendowe menu degustacyjne, regularne menu nie obowiązuje, a rezerwacje są konieczne i tylko na dwie, z góry ustalone pory  wtedy była to 13:00 i 16:00. Dania wychodzą równocześnie dla wszystkich gości na sali. 

Nigdy bym nie pomyślała, że pojadę do Laskowej, żeby zjeść pięciodaniowy set degustacyjny z owoców morza (190 zł). Wiedząc o tym, że właściciele osobiście, własnym autem, przywożą je do Laskowej prosto z rybnego targu we Włoszech, trudno więc oprzeć się takiej pokusie. Nie będę owijała w bawełnę i od razu powiem, że niemożliwe jest, bym wybrała najlepsze danie tego menu  wspominamy je szalenie dobrze, wszystko było przygotowane bezbłędnie. 

Zaczęliśmy od ostryg na lodzie z sosami  ponzu, chilli z imbirem i kolendrą, cudnie komponującymi się z eksplozją smaku oceanu! Przy doskonałych mulach w kremie czosnkowym z białym winem zmieniłabym tylko dodatek. Choć domowe frytki z polskich ziemniaków truflowych były świetne same w sobie, odebrały tę przyjemność wyjadania sosu po omułkach  pieczywo sprawdziłoby się tu lepiej.

Małże św. Jakuba w pomidorowym consommé z wędzoną ikrą pstrąga jakimś sposobem przypomniały mi o mojej (prawdopodobnie) ulubionej restauracji na świecie, Cevicherii w Lizbonie. Małże to jedno  bo to chyba najsmaczniejsze owoce morza  ale to lekko kwaskowate, absolutnie delikatne, ale jednocześnie wielowymiarowe consommé zachwyciło, łącząc wszystko w rozkoszną, trudną do opisania całość. Zapiekana w ziołowym maśle połowa homara z sosem béarnaise podana została z rydzami, które nie mogły być świeższe  zbierane były jeszcze tego samego dnia. Na koniec super kremowe lody cytrynowe z kwaskowatym pudrem z żurawiny i mandarynki oraz słodkim grillowanym ananasem. Im dłużej się to jadło, tym było lepsze  na koniec miałam ochotę dosłownie wylizać talerz.

Potwierdziło się wszystko, co dobrego słyszałam o tym miejscu. W Gęsi w Dymie dba się o najwyższej jakości, doskonały produkt, który zawsze jest punktem wyjścia do doskonałego gotowania. To kolejne miejsce obok działającego sezonowo Ognia, do którego należy się wybrać na kulinarną wycieczkę poza Kraków. Do Gęsi bez wątpienia warto jechać specjalnie, a nie tylko wtedy, gdy jest po drodze – i do tego Was zachęcam.

Pamiętajcie o rezerwacji!

Szef kuchni: Marcin Pławecki
Plus: doskonała jakość produktów, tematyczne menu degustacyjne.
Minus: wystrój wnętrza, spore opóźnienia w wydawaniu potraw.
Adres: Laskowa 679 | mapa | FB 
Polecam: wszystkim kulinarnym hedonistom!
Średnia ocena: 4.25 na 5.     Jedzenie – 5/5      Obsługa – 3.5/5       Wnętrze – 3.5/5          Ceny – 5/5

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie

Laskowa Ges w Dymie
*


31 października 2018

Nowe miejsce: Błonia Bistro


Błonia Bistro zostało otwarte w ubiegłym tygodniu przy Alei 3 Maja w Krakowie, w podłużnym ceglanym budynku, dokładnie naprzeciwko miejsca, w którym zatrzymuje się tramwaj na przystanku Cichy Kącik. To nowe krakowskie bistro ma przestronne, słoneczne wnętrze z widokiem na Błonia. Wszystkie ściany pokrywa czerwona cegła, a w salach dominują brązy  w tym liczne skórzane kanapy oraz drewniana podłoga kontrastująca gdzieniegdzie z czarno-białymi kafelkami i betonem. 

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania


W umiejscowionym w rogu barze, za żółtymi fotelami i turkusową ladą, stoi imponujący ekspres do kawy Sanremo Cafe Racer. Błonia Bistro jest obecnie jednym z trzech miejsc w Polsce i jedynym w Krakowie, mogącym pochwalić się stylowymi produktami z linii Black Series Vergnano.

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania
bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania
bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania
bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania
bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania


W sezonowym menu znajdziecie zupy, sałatki, makarony, dania główne, burgery, pizze oraz desery. Zamiast przystawek są przekąski, których możecie spróbować przy okazji luźnego spotkania na piwie ze znajomymi. Od czwartku Błonia Bistro serwuje świeże mule w dwóch odsłonach  z sosem pomidorowym i hiszpańskim chorizo oraz z selerem naciowym, cydrem i białym winem. Dania wegetariańskie, wegańskie oraz bezglutenowe są wyraźnie oznaczone w menu. Karta win również zawiera pozycje wegańskie i bio.

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania
Blonia Bistro Krakow


Wkrótce w bistro pojawią się śniadania, które podawane będą od 9:00 do 12:00  zarówno w wersji na słodko, jak i wytrawnej; będzie można do nich zamówić wino musujące w atrakcyjnej cenie. W menu śniadaniowym znajdziecie takie dania jak pankejki z dżemem brzoskwiniowo-gruszkowym, bitą śmietaną, maliną liofilizowaną i solonym karmelem (14 zł), smoothie bowl (12 zł) czy pizza śniadaniowa z jajkiem, pomidorkami koktajlowymi, dymką, parmezanem, czarnuszką i szczypiorkiem (11 zł).

Blonia Bistro Krakow

Blonia Bistro Krakow

Blonia Bistro Krakow

Blonia Bistro Krakow

Blonia Bistro Krakow

Blonia Bistro Krakow

Blonia Bistro Krakow

To, co widzicie na zdjęciach, to jeszcze nie wszystko; planowane jest bowiem otwarcie drugiej sali w piwnicy, gdzie dzięki otwartej kuchni będzie można podglądać pracę kucharzy. Z kolei na wiosnę Błonia Bistro planuje przygotowanie dwóch tarasów dla gości  jeden od frontu, a drugi z tyłu, z dodatkowym barem na tarasie i strefą chilloutu z leżakami. Na dniach powinno pojawić się również specjalne menu dla najmłodszych (krzesełka dla dzieci już są dostępne). Co ważne w tej lokalizacji, bistro dysponuje naprawdę sporym parkingiem, na który wjedziecie od strony ul. Daniela Chodowieckiego.

A oto kilka dań z aktualnej karty menu:

Sweet potato hash (z menu śniadaniowego)  2 jajka sadzone, bataty, chorizo, papryka, ziemniaki, jalapeno, dymka, domowy majonez kaparowy, domowe pieczywo (14 zł):

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania

Zupa tajska z białą kapustą, krewetkami, pieczarkami, pomidorkami koktajlowymi, mleczkiem kokosowym i makaronem ryżowym (19 zł):

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania


Wege bowl  groszek cukrowy, sałata, kasza pęczak, awokado, fasolka szparagowa, grillowane pieczarki, pieczone bataty, młoda soja, jajko, sos ziołowy, pieczywo (24 zł):

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania


Burak burger  domowa bułka szpinakowa, kozi ser, rukola, sos jogurtowo-chrzanowy z limonką (24 zł):

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania


Tortellini z kaczką, piklowana cebula, rukola, mus jabłkowy, demi-glace (36 zł):

bistro blonia opinie o restauracjach dania kontra ania


Mule z sosem pomidorowym i hiszpańskim chorizo (32 zł):

Blonia Bistro Krakow


Brownie z lodami porzeczkowymi, żel z mango, konfitura brzoskwiniowo-gruszkowa z limonką, crunch orzechowy (16 zł):

Blonia Bistro Krakow


Sorbet jabłkowy, żel z marchewki, chips jabłkowy, migdały, piana z marchewki, olej z pestek dyni (16 zł):

Blonia Bistro Krakow



Jak Wam się podoba to nowe miejsce przy Błoniach? Zajrzycie? :)

Błonia Bistro, al. 3 maja 55, Kraków
tel. 12 448 39 10 | www | FB | Instagram

Godziny otwarcia:
Niedziela-czwartek od 12:00 do 22:00
Piątek-sobota od 12:00 do 23:00
(po wprowadzeniu oferty śniadań lokal będzie czynny od godz. 9:00)


Powyższy artykuł informacyjny powstał dla Was dzięki współpracy z Błonia Bistro. 
O tym, jakie rodzaje treści pojawiają się na blogu, przeczytacie szczegółowo tutaj.

*



26 października 2018

Recenzja: Ristorante Sant'Antioco (Kraków)


Zaraz po kuchni polskiej, to włoskich adresów w Krakowie mamy najwięcej. Mimo to na mojej liście polecanych restauracji od dawna mam tylko dwa: Aqua e Vino oraz Del Papa (w tym ostatnim podobno zaszły zmiany, koniecznie muszę sprawdzić, jak tam teraz karmią). Uważnie rozglądam się za czymś, co choć w połowie przypominałoby moją ulubioną włoską restaurację w Polsce  Le Chalet. Pełna nadziei trafiłam więc do Sant’Antioco.

Sant’Antioco mieści się w trzygwiazdkowym hotelu Mikołaj na Starym Mieście i wygląda na to, że działa tam już od prawie roku. Specjalizuje się w kuchni sardyńskiej oraz śródziemnomorskiej i – patrząc na jej facebookowy profil  w serwowaniu swoim gościom gór owoców morza. Na wejściu powitała nas sympatyczna obsługa, Ramazotti w głośnikach i nieprzyjemne, duszące zapachy z kuchni. Nasz zarezerwowany stolik mieścił się w wąziutkiej sali z barem  utrzymanej w szarych tonacjach, schludnej i raczej eleganckiej. Oprócz czarno-białych fotografii na ścianach, nie ma za bardzo na czym zawiesić oka, ale warto zwrócić uwagę na ładny oliwkowy sufit z motywami kwiatów. Oboje jednak zgodnie stwierdziliśmy, że wnętrze jest mało przytulne. Nie wiem, czy to przez niewielką ilość naturalnego światła (w sali jest tylko jedno okno), nieodpowiednie oświetlenie, czy może wrażenie ciasnoty (stoliki poustawiane są w niedużych odległościach i same w sobie są małe  tak małe, że miseczki na puste muszle nieomal się na nim nie zmieściły, a gdybyśmy zamówili butelkę wina, chyba musielibyśmy postawić ją na parapecie).

Poza standardowym menu, dostaliśmy również menu dnia z szesnastoma (!) pozycjami. To z niego wybraliśmy nasze przystawki: sashimi z tuńczyka z suszonym sardyńskim kawiorem i pistacją (39 zł) oraz tatar z tuńczyka z pomarańczą, oliwkami, czerwoną cebulą i odrobiną posiekanej sałaty (38 zł). Przy tym drugim kucharz mógłby sobie darować dodatek zupełnie przecież zbędnych kiełków o wątpliwych walorach dekoracyjnych i smakowych. Czy nie lepiej pozwolić gościom skupić się na doskonałej rybie? Z tych dwóch przystawek moim zdecydowanym faworytem było sashimi, które ze względu na drobno pokruszone pistacje i suszony kawior w proszku dodał daniu ciekawej głębi, jednocześnie ani trochę nie przyćmiewając fantastycznej ryby.

Z menu del giorno skusiliśmy się też na gnocchi z migdałowym pesto i małżami. Omułki przygotowane zostały w punkt, pomidorki przełamywały smaki i dodawały daniu lekkości, a suszony kawior ponownie je podkręcił. Gnocchi jednak nie były domowej roboty (co później potwierdził kelner)  jak na mój gust były twardawe i zbyt lepkie, by dawać stuprocentową przyjemność z delektowania się tym daniem. Jednak jako całość było ono wystarczająco satysfakcjonującym doświadczeniem  wybroniły je sos i dodatki.

Czarne ravioli z owocami morza i sosem ze świeżych pomidorów (52 zł) wywołały niekontrolowany uśmiech na mojej twarzy. Aż zapytałam współtowarzysza, czy jestem nadal w Krakowie, czy już na Sardynii. Prezentacja znowu pozostawiała wiele do życzenia (znowu te kiełki…), ale tak “domowo” podane dania w przeciętnej włoskiej restauracji to akurat rzecz normalna. Natomiast czarne ravioli były absolutnie fenomenalne  cieniutkie ciasto, smaczne, ugotowane w punkt, po brzegi (dosłownie!) wypchane nadzieniem z owoców morza. Oprócz tego na nich piętrzyły się pokaźne krewetki (nieco przeciągnięte  fakt), świetne małże, pokrojone w paski jędrne kalmary. Co jak co, ale to danie akurat było warte tych pięćdziesięciu dwóch złotówek.

Na koniec rozważaliśmy deser, i to jeden z tych za 37 zł, jednak obsługa nagle zupełnie o nas zapomniała, mimo że próbowaliśmy wyłapać ją wzrokiem przez dłuższy czas (nie jest zbyt liczna, a akurat do lokalu weszła grupa turystów...). Trudno  w pamięci zapadły doskonałe ravioli i słodziutki likier czekoladowy, który dostaliśmy wraz z rachunkiem, i który z powodzeniem może zastąpić deser. Podsumowując: Sant'Antioco po jednej wizycie jeszcze nie zasługuje na listę moich polecanych włoskich miejsc w Krakowie, ale w kategorii “ryby i owoce morza” jest mocnym kandydatem.

Plus: ogromny wybór dań z owocami morza.
Minus: ciasne, mało przytulne wnętrze (sala z barem); prezentacja dań.
Adres: ul. Mikołajska 30 | mapa | FB | www
Polecam: miłośnikom ryb i owoców morza.
Średnia ocena: 3.75 na 5.     Jedzenie – 4/5      Obsługa – 4/5       Wnętrze – 3/5          Ceny – 4/5

restauracja sardynska w krakowie

restauracja sardynska w krakowie

restauracja sardynska w krakowie

restauracja sardynska w krakowie



*